JESTEM THE BEST VS. JESTEM DO NICZEGO

Jestem do niczego
 
Włączam komputer. Czas na przegląd blogowych nowości u innych. Sporo postów dotyczy motywacji – jak uwierzyć w siebie, co zrobić by doceniać swoje sukcesy i temat sezonu: jak uważasz, że jesteś the best, to i inni też tak uważają. Trochę psychologii; sporo postów, które nie wnoszą nic nowego, a powtarzają proste prawdy (o których często nie pamiętamy, więc nie bądźmy zbyt krytyczni) i może dwie, trzy perełki warte dodania do inspiracji i podzielenia się z innymi. Druga strona medalu, to posty dotyczące zadufania w sobie. Bądźmy dla siebie krytyczni, nie dajmy się wpędzić w kółko “samoadoracji” i bicia samemu sobie pokłonów. Przyznajmy się do popełniania błędów i analizujmy je w poszukiwaniu wskazówek, jak postępować kolejny razem.
I tylko jednego mi w tych postach brakuje: wzmianki o “przeciwieństwie”, czyli w poście “the best” kilku słów o krytycznym spojrzeniu, a w notkach o “skromności” kilku słów o docenianiu sukcesów…
 
Dzisiaj chciałabym podjąć temat postrzegania siebie i swoich działań z trochę innej perspektywy. Jeśli musiałabym wybierać między jedną, a drugą postawą… jasne, że wolałabym cały czas myśleć o sobie w samych superlatywach. Chodzić z dumnie podniesioną głową, czuć rozpierającą mnie pozytywną energię i nie z nadzieją, ale z pewnością, że będzie dobrze, patrzeć w przyszłość. Zresztą kto by chciał nieustannie jeździć po sobie jak po dzikiej kobyle, narzekać 24 godziny na dobę i zrażać do siebie innych swoim nastawieniem?
Jednak “wybór” nie jest taki jednoznaczny. To nie czarno-biały film. W obu postawach jest coś życiowego, coś, co możemy wynieść dla siebie. Mówi się, że optymiści dłużej żyją, ale z drugiej strony realiści są lepiej przygotowani na porażkę. A gdyby tak zastosować metodę złotego środka? Dlaczego w postach dotyczących oceny samego siebie nie mogę się jej doszukać? Może jest to kwestia lepszego “sprzedania się”, to znaczy, jeśli przekaz jest jednoznaczny i prostszy przemawia do szerszego grona odbiorców? Nie wiem.
Jestem the best
Zdecydowanie jestem zwolenniczką pogodnego spojrzenia na świat. Wtedy żyje się po prostu lepiej i zdecydowanie rzadziej wpędzamy się w stan “bezdennej rozpaczy”. Docenianie własnych osiągnięć jest ważne i potrzebne – dzięki temu jesteśmy bardziej świadomi tego, w czym jesteśmy dobrzy. Czasami trudno tak po prostu spostrzec, że coś nam fajnie wychodzi, bo jest to np. naszym obowiązkiem, albo częściej, pasją, która sprawia nam ogromną radość, a przebywając w środowisku ludzi dzielących nasze zainteresowanie może dojść do sytuacji, że ta nasz smykałka do czegoś stanie się dla nas normalna, nie będziemy widzieli w tym nic niezwykłego czy po prostu godnego miłego komentarza.
Warto więc świadomie obserwować swoje postępowanie i uśmiechać się do siebie, gdy coś nam wyjdzie. Jednak, jak już wcześniej wspomniałam, z tym wiąże się pewne zagrożenie. Możemy niebezpiecznie zbliżyć się do granicy zwanej “zadufanie“. I wtedy już nie jest tak kolorowo. Nie wiem, jak wy, ale ja nie szukam kontaktu z osobami wychwalającymi samych siebie pod niebiosa. Jasne, można się od nich wiele nauczyć pod względem budowania własnej marki, ale raczej nie chcemy wyjść na bufonów prawda?
Dlatego warto zachować tę równowagę między “the best” i “do niczego”. Metoda złotego środka, co tu dużo mówić, jest złota:) Analizujmy swoje błędy, wyciągajmy wnioski, a przede wszystkim miejmy odwagę przyznać, że “nie poszło mi dobrze”. W końcu następnym razem może być lepiej, a bycie szczerym z samym sobą i przyznanie się do potknięcia, to coś pięknego. Tym bardziej, że będzie się to wiązało z korzyściami płynącymi z wyciągniętych wniosków. Oczywiście, pamiętajmy, że mówimy o akceptacji, nie świadomości.
Akceptacja – pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić.
                                               Słownik języka polskiego
Pogodzenie się“, to właśnie klucz do zrozumienia znaczenia akceptacji. Nie rozpamiętywanie, biadolenie etc. etc., a pogodzenie się z faktami, wyciągnięcie wniosków i pójście do przodu.
Byle do przodu kochani!
Metoda złotego środka
Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Kierujecie się metodą złotego środka czy stosujecie jakieś inne rozwiązanie?
Trzymajcie się ciepło,
Iri



Inline
Inline