PRACOWAĆ W CALL CENTER? NIGDY W ŻYCIU!

 
Za każdym razem, gdy pojawia się temat słabych/niechcianych zawodów, 90% ludzi z którymi rozmawiam odpowiada, że na pewno nie chciałoby pracować w usługach, a tym bardziej w call center (nigdy w życiu, przenigdy, za żadne skarby etc.). I się zaczyna. Bo do mnie też wydzwaniają, ja mówię, że nie chcę, a oni chcą mnie naciągnąć. Bo ja nie odbieram, to chyba jasne, że nie chcę rozmawiać, a oni dzwonią dziesięć razy w ciągu całego dnia. I tak ta litania ciągnie się i ciągnie… Oczywiście, praca na połączeniach przychodzących jest trochę lepsza, ale w sumie… to nie, bo ludzie dzwonią, są źli i niedobrzy. I krzyczą, i myślą, że jak płacą, to im się należy, a ja mam to w dupie. 

Czy naprawdę jest aż tak źle?



Z pewnością praca w call center nie należy do łatwych, tak jak zresztą każda praca w usługach. Przestrzeganie pewnych, czasami wręcz absurdalnych, zasad i nie zawsze sympatyczni rozmówcy mogą wyprowadzić z równowagi, ale co z plusami takiej pracy? Czy to naprawdę taki diabeł wcielony czy może jednak coś wartego uwagi, szczególnie na początku kariery zawodowej?

I tu chciałabym odczarować pracę w call center. Wcale nie jest tak źle, a nawet może być fajnie. Sama miałam okazję pracować w takowym i miło wspominam ten czas. Akurat trafiłam do zespołu anglojęzycznego, więc mogłam szlifować język pięć razy w tygodniu po osiem godzin, czyli wychodziło 40 godzin tygodniowo!!! (nie wliczam tu już zmian nocnych) Czyż to nie wspaniałe? W jakiej innej sytuacji można trafić na taką okazję? Chyba tylko mieszkając za granicą bądź, właśnie, pracując w międzynarodowym środowisku.

Oczywiście, na początku nie było kolorowo: ucho nie kwapiło się do przystosowania się i słyszenia prawdziwego języka (a nie takiego na wykładach), ale później było już tylko lepiej. Moim zadaniem było odbieranie telefonów z całego świata, więc ten angielski przybierał przeróżne formy, bardziej lub mnie poprawne, ale zawsze. I trzeba było odpowiadać na pytania, trzeba było używać języka, a jak wszyscy wiemy taka prawdziwa komunikacja diametralnie różni się od konwersacji w szkole językowej.

Co jeszcze dała mi praca w call center? Poznałam mnóstwo ludzi z całego świata: Włochy, Francja, Hiszpania, Niemcy, Chiny czy nawet osoby pochodzące z Afryki. I wszyscy ci ludzie i ich historie były na wyciągnięcie ręki, wystarczyło jedynie podejść, przywitać się i zapytać “Co ty tu robisz?”. Nie wspominając już o możliwości posłuchania tychże języków (francuski, portugalski etc., ale również takich występujących np. tylko w jednej wiosce w Afryce) na żywo.

Poruszając temat historii – również klienci mieli wiele do powiedzenia i w większości przypadków pragnęli by ich wysłuchać, a nie by stać się ich kozłem ofiarnym. Wystarczyło tylko zamilknąć i słuchać i spróbować zrozumieć czy okazać współczucie. Być po prostu człowiekiem. Jasne, że nie zawsze było kolorowo i czasami człowiek się modlił, żeby pan X nie oddzwonił, bo nie wiadomo kogo pierwszego szlag trafi – czy X czy konsultanta, ale takie sytuacje również w życiu codziennym się zdarzają.

Praca w call center nauczyła mnie, żeby właśnie o tym pamiętać – że miejsce pracy nie determinuje tego czy otoczenie będzie super czy nie, bo zawsze się trafi jakiś promyczek, który nas pozytywnie zaskoczy, ale też i piorunek, który jak nas trzaśnie, to człowiek cały dzień się zżyma. Tak to już jest. Tak samo jak nie należy zakładać, że wszyscy klienci, to dziady zadzierające nosy, tak i nie należy się oszukiwać, że zawsze klient będzie pamiętał, że to nasza praca.

Trzeba powiedzieć to jasno: jak i każdy inny zawód, tak i stanowisko konsultanta call center wymaga pewnych predyspozycji, ale o to należy się martwić w dłuższej perspektywie, kiedy decydujemy, czy chcemy to robić “całe życie” (wiecie, o co chodzi). Większość ludzi powie, że nie ma cierpliwości, że nie lubi ludzi, że nie lubi im coś wciskać, ale prawda jest taka, że cierpliwość można wypracować, ludzi można nie lubić, ale i tak na co dzień z nimi gadamy, więc w sumie czemu by na tym nie zarobić, a “wciskanie” jest praktykowane w słabych firmach czyt. to nie jest powszechne.

Jest wiele opcji: możemy dzwonić albo możemy odbierać telefony, możemy rozmawiać po polsku lub w języku obcym, możemy przychodzić do biura na osiem godzin dziennie bądź ustalić elastyczny grafik (lub pracować w domu). Warto celować w miejsca o dobrej opinii i takie, które wiemy, że prowadzą interesujące projekty (zazwyczaj w ofercie pracy jest taka informacja zamieszczona).

Myślę, że warto spróbować. Call center to taka troszkę szkoła życia: weryfikuje nasze umiejętności i uczy efektywnego kontaktu z drugą osobą. Może się wydawać, że przecież nie będziemy pracować w usługach, ale z drugiej strony: kto teraz nie marzy o założeniu własnej działalności?;) I wtedy brak praktycznych umiejętności miękkich wychodzi jak na dłoni. Szczerze mówiąc, wysłałabym do takiego call center każdego, żeby wreszcie przestać słuchać nieprzemyślanych komentarzy ludzi, którzy nigdy w takim miejscu nie pracowali i nie wiedzą, o czym ówią. I ja bym na tym skorzystała (święty spokój) i oni (wiedza, umiejętności miękkie, znajomości).

Pracowaliście kiedyś w call center?
Jakie macie zdanie na temat takiej pracy?

Trzymajcie się ciepło,
Iri

PS: Raz zadzwoniła do mnie Polka (serdecznie pozdrawiam!) mieszkająca w Wielkiej Brytanii, a konkretniej na Zadupiu. Serio, w UK jest takie miejsce, jak Zadupie, a Anglicy nie wiedzą, dlaczego to takie zabawne:))

PS2: Jak znacie języki obce, to możecie liczyć na fajne zarobki mimo niewielkiego doświadczenia zawodowego;)




Inline
Inline