ODCIĘCIE PĘPOWINY I ZLOT CZAROWNIC

Spacer po rezerwacie przyrody JeziorskoNie dla wszystkich wyprowadzenie się z domu rodziców jest momentem przełomowym w relacjach z najbliższymi. Zapewne każdy na początku odczuwa ulgę, że może robić co chce, kiedy chce i jak chce nie pytając nikogo o zdanie. I choć po wyprowadzce spędzamy z rodzicami mniej czasu, to paradoksalnie może się okazać, że kontakt ulega poprawie i jest po prostu lepiej.
Chciałam się wyprowadzić o wiele wcześniej niż to miało miejsce. I nie było to spowodowane słabym kontaktem z mamą, a poczuciem samodzielności, które nie mogło być nigdy “pełne”, takie na 100%, póki mieszkałyśmy razem.
Spacer po rezerwacie przyrody Jeziorsko

WYPROWADZKA

Wszystko potoczyło się bardzo szybko i jednego dnia spałam na mojej wysłużonej kanapie, a drugiego kładłam się do łóżka, które było dla mnie obce i, mimo obecności Lubego, zimne. Na początku nie docierało do mnie, że HALO WYPROWADZIŁAM SIĘ. Cieszyłam się, ale moja głowa wciąż nie mogła w to uwierzyć i trzymała emocje na wodzy. Wszystko, mimo pośpiechu, przebiegło jakby naturalnie, bez większego szoku czy bezradności. Po prostu mieszkam gdzie indziej i jest to dla mnie tak normalne, jak to, że moje oczy są brązowe… Może nadal po prostu nie dociera do mnie powaga sytuacji?…
Niedawno jednak zdarzyło się coś, co uświadomiło mi, jak wiele zmienia posiadanie własnej przestrzeni i takie “odcięcie pępowiny“.
Domek na wsi
Spacer po rezerwacie przyrody Jeziorsko

ZLOT CZAROWNIC

 Zrobiłyśmy sobie babski dzień: ja, mama i babcia. I muszę przyznać, że to był jeden z najlepszych “zlotów czarownic” od dłuższego czasu. Rozmowa, jedzenie, jakiś film i bycie ze sobą, dla drugiej osoby.
Wcześniej bardzo często siedziałyśmy we trójkę wykonując dokładnie te same czynności, ale było inaczej: nie odczuwałam takiej potrzeby, żeby być tu i teraz i rozmawiać, bo i tak było tego mnóstwo. Co za tym idzie, a to weszłam na Instagrama, a to zajęłam się blogiem… Albo po prostu siedziałyśmy w ciszy i każda była zajęta własnymi sprawami. To nie było złe. To było po prostu inne, bo skoro wiedziałyśmy, że i tak spędzimy ze sobą mnóstwo czasu, to można go było trochę “zmarnować”? Nie wiem, jak to dokładnie określić, ale po prostu nie było potrzeby wykorzystania tego czasu za każdym razem jak najlepiej.
Spacer po rezerwacie przyrody Jeziorsko

I właśnie ostatnio było inaczej, bo każda z nas wiedziała, że te spotkania teraz nie są i nie będą codziennością. To sprzyjało skupianiu uwagi na sobie nawzajem. Czas mijał błyskawicznie i było tak ciepło i bez większych zgrzytów. Bo skoro to nie będzie już takie częste, to po co tracić czas na gorętsze dyskusje, które zazwyczaj kończą się skwaszoną miną przez resztę dnia?

Zaczęłam ważyć słowa, zastanawiać się czy coś jest warte powiedzenia na tyle by “psuć” atmosferę. Świadomie chciałam by było jak najfajniej, najcieplej i po prostu miło. Zaczęłam doceniać dany nam czas bardziej, bez znudzenia czy zniecierpliwienia. Tu nie było miejsca na “zmęczenie materiału”, bo spotkania w pełnym składzie już nie są taką oczywistością jak były kiedyś.
Spacer po rezerwacie przyrody Jeziorsko

Spacer po rezerwacie przyrody Jeziorsko

DZIĘKUJĘ

 Wiem, że moja mama i babcia będą to czytać, więc chciałabym im podziękować za ten pięknie spędzony czas. Już to robiłam, ale czasami trzeba usiąść, przemyśleć sprawę i dopiero wtedy odpowiednie słowa cisną się na usta. W rzeczywistości może bym się popłakała, pewnie wszystkie byśmy się popłakały, a to musi być powiedziane do końca, nawet jeśli jest oczywiste.

Dziękuję za ciepło, wsparcie, miłość i dobrze spędzony czas.

Dziękuję za śmiech, zamyślenie, ale też kąśliwe uwagi i wyrażanie rozczarowania pewnymi sprawami.
Dziękuję za bycie dla mnie, kiedy tego potrzebuję i za możliwość wysłuchania starych i nowych historii.
Dziękuję za czas spędzony w milczeniu, za oglądanie wspólnych filmów i jedzenie obiadów. Dziękuję za to, że jesteście.

Super, że jesteście. 
Jestem szczęściarą.
Spacer po rezerwacie przyrody Jeziorsko

Uściski,
Irmina

PS: Drodzy czytelnicy, a jakie były Wasze odczucia po wyprowadzce od rodziców? Czy coś się zmieniło w Waszych relacjach z bliskimi?



  • Nadal mieszkam z rodzicami, nie uważam naszych relacji za złe i w sumie nie wiem czy coś mogłoby się poprawić gdybym się wyprowadziła…

    • Myślę, że to sprawa bardzo indywidualna i jedna z takich, których po prostu nie da się przewidzieć. Osobiście nie mogę powiedzieć, że moje relacje z rodziną były gorsze; po prostu wcześniej miałam cukierki cały czas w szufladzie, a teraz mam raz na jakiś czas i dzięki temu bardziej je doceniam:)

  • Hmmm, wyprowadziłam się, ale ulicę dalej:). Jednak przyznaję, że czuć było różnicę. Mi się taka samodzielność bardzo spodobała.

    • Ha, niby mała odległość, ale jednak sam fakt wyprowadzki coś już zmienia:)

  • Bardzo dojrzały post…Nie wiem czy Mama i Babcia czytają Twojego bloga…ale powinny być dumne 🙂

    • Dziękuję:) Z tego, co wiem, to nawet już czytały:) To zabawne, jak pewne sprawy ciężko omówić “na żywo”, a jak relatywnie “łatwo” w piśmie…

  • Ja wyprowadzilam sie od razu tysiac km dalej, wiec byl to szok dla obu stron, ale co prawda, to prawda. Na odleglosc nasze kontakty sa o niebo lepsze!

    • Radykalna zmiana, ale za to jakie pozytywne efekty, prawda? Oby było tak z większością poważnych zmian…

  • Ja juz bym pewnie nie umiala mieszkac z rodzicami . Ale mile wspominam ten czas i lubię tam wracac na dluzej

  • piękny wpis i taki życiowy, pozdrawiam cieplutko:)

    • Dziękuję:)
      Również pozdrawiam, miłego dnia:)

  • Cudownie ze masz taki kontakt z mamą i babcia! <3
    Ja też te babskie spotkania nazywam zlotem czarownic 😀
    ps. A mieszkasz w tym samym mieście?

    • Też się cieszę:)
      Tak i wiadomo, to zdecydowanie ułatwia spotkania na żywo. Chociaż w sumie, to chyba zależy też od chęci, bo jak się komuś nie chce spotkać, to i tak się nie spotka mimo że mieszka ulicę dalej…


Inline
Inline