SKĄD MAM PIENIĄDZE NA PODRÓŻE: ODKRYCIE AMERYKI

Skąd wziąć pieniądze na podróże

Oczywiście, że jestem krezusem. Oczywiście, że mam bogatych rodziców. Oczywiście, że zarabiam krocie. Ludzie kochani, po prostu ręce opadają. Skąd mam pieniądze na podróże? Już ci mówię.

SKĄD MAM PIENIĄDZE NA PODRÓŻE

$$$

INSTAGRAMOWE ŻYCIE

Wchodzę na Instagrama. Lubię temat kosmetyków, więc z ciekawości wpisuję w wyszukiwarkę „kosmetyki”. Przewijam zdjęcia i oczom nie wierzę. Dziesięć pomadek, pięć tuszy do rzęs i siedem podkładów.

I WY SIĘ DZIWICIE, ŻE NIE MACIE PIENIĘDZY NA PODRÓŻE?!

Nie ma nic złego w kupowaniu kosmetyków (lajkuję takie zdjęcia, a jakże!). Ale bądź osobą świadomą: za te same pieniądze kupisz bilet lotniczy, więc nie gadaj, że cię nie stać, bo z tego co widzę, to stać cię bardziej niż przeciętnego Kowalskiego.

Wchodzę na fejsbuka. Przeglądam posty i co widzę: a kupiłem sobie nową konsolę do gier, a kupiłem sobie wypasione radio do samochodu.

I WY SIĘ DZIWICIE, ŻE NIE MACIE PIENIĘDZY NA PODRÓŻE?!

Powtarzam jeszcze raz, nie ma nic złego w zakupach. Ale bądź osobą świadomą: za te same pieniądze masz jeden nocleg za granicą.

FINANSOWE REALIA

Za każdym razem jak czytam, że coś jest nie dla kogoś, bo za drogo etc. zastanawiam się czy to prawda. Czy naprawdę WSZYSCY mają na głowie kredyty, wysokie czynsze za mieszkanie i dziecko na utrzymaniu. Czy wszystkim nie stać nawet na odłożenie „głupich” 10 złotych miesięcznie.

I za każdym razem odpowiedź brzmi NIE.

Ty po prostu NIE OSZCZĘDZASZ.

Podoba ci się ten telewizor? A może sikasz w majty na widok tego samochodu? Okej, rób co chcesz, ale później nie gadaj, że nie stać cię na bilet lotniczy. BO STAĆ CIĘ, tylko ty zamiast oszczędzić, wydajesz pieniądze na inne cele.

Okej, okej, powiesz, taka jesteś mądra i co? Te pieniędzory to z oszczędzania masz? Pewnie pracujesz na czarno, hę? A może to kwestia współprac na blogasku?

MAM PIENIĄDZE NA PODRÓŻE, BO OSZCZĘDZAM.

Nie prowadzę instagramowego życia.
Nie mam milionów na koncie.
Nikt mi nie sponsoruje wyjazdów.
Przykro mi.
Ja „tylko” oszczędzam.

Szok i niedowierzanie. To w ogóle można oszczędzać?! No wyobraź sobie, że tak.

POD GÓRKĘ

Od 16 roku życia pracuję. Mama zapewniała mi jedzenie i dach nad głową, reszta zależała ode mnie. Potrzebowałam nowej bluzki? Trzeba było zarobić. Chciałam tusz do rzęs? Trzeba było zarobić. Nie było więc miejsca na szaleństwa, bo jak bym zaszalała, to przez resztę miesiąca choćby góry srały, to wyczarować pieniędzy by się nie dało.

Kiedy na studiach ludzie chodzili do restauracji, imprezowali co weekend i wozili się z nowymi telefonami, ja oszczędzałam. Nie pogardziłam używanym ciuchem czy zakupami na ryneczku.

I tak kochani, dzięki tym oszczędnościom byłam w stanie polecieć do Korei Południowej i nie martwić się, że będę żebrać (a słyszałam, że u niektórych backpackersów do tego doszło…).

I co?

I BYŁO ZAJEBIŚCIE.

Dla innych to był szok. Ja pierdziele, do Korei? Ale to przecież tak daleko, tak drogo i w ogóle kosmos.

Nie proszę państwa, to nie jest kosmos. Korea Południowa, to państwo w Azji. Tylko tyle i aż tyle. I jeżeli widzicie w tym problem, to to jest WASZ PROBLEM.

To wy stawiacie sobie ograniczenia.

To wy wmawiacie sobie, że was na to nie stać.

To wy spłycacie sobie życie.

TO WY NIE OSZCZĘDZACIE.

OSZCZĘDZAJ, OSZCZĘDZAJ I JESZCZE RAZ OSZCZĘDZAJ

I nie mów mi, że nie masz z czego oszczędzać. Wiesz, ile zarabiałam w swoich „najbogatszych czasach”? Raz mi się zdarzyło prawie trzy tysiące złotych na rękę. Tak, dobrze czytasz, nie pięć, nie dziesięć, a niecałe trzy. I odłożyłam kasę na podróż do Korei. Żeby było jasne- przez większość czasu (sielanka trwała może 3 miesiące?) zarabiałam minimalną krajową.

WIĘC NIE MÓWI MI, ŻE SIĘ NIE DA.

DA SIĘ.

Tylko, że oszczędzanie to jest proces długofalowy. Sorry, ale jak wolisz wydać kasę na fajeczki czy kolejnego browara, to właśnie robisz sobie krzywdę. A może nie? Może po prostu chcesz trwać w takim stanie: jeja jaki jestem biedny, o matko jakim ja biedny. Proszę bardzo, nikt ci tego nie zabroni.

ALE RÓB TO ŚWIADOMIE.

Świadomie zdecyduj, że nie spełnisz swoich podróżniczych marzeń, bo wolisz imprezę co weekend albo nowy telewizor. Świadomie zdecyduj, że wolisz czytać o Irlandii czy USA i pluć na monitor z zazdrości zamiast w tym czasie kombinować jak tam dotrzeć jak najmniejszym kosztem.

A jeśli nie podoba ci się takie podejście, jednak chcesz podróżować, to do jasnej anielki OSZCZĘDZAJ.

OSZCZĘDZAJ, A BĘDZIE CI DANE.

JAK OSZCZĘDZAĆ?

No, ale jak oszczędzać?

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mieli taką „szkołę przetrwania” jak ja, chociaż jest to najlepszy sposób na naukę finansowej zaradności. Możliwe, że mieliście bogate dzieciństwo i wszystko podane na tacy. I to jest ok. Gorzej jak nikt was nie nauczył, że żeby coś mieć, trzeba na to zapracować, trzeba odkładać fundusze.

Ale jest takie kompendium wiedzy, które na pewno ci pomoże. I to napisane w sposób tak przystępny, że nawet rozdział odnośnie giełdy wchodzi jak ta lala.

Mowa tu o książce Michała Szafrańskiego „Finansowy Ninja”. Przeczytałam ją w dwa tygodnie mimo że jej rozmiary robią wrażenie. To chyba najlepsza rekomendacja. Michał pisze tak prostym i zrozumiałym językiem, że chcesz więcej i z przyjemnością sięgasz po książkę kolejnego wieczora.

Pamiętaj, aby na bieżąco robić notatki. Zazwyczaj mamy słomiany zapał, więc nie ma co dawać naszemu mózgowi pretekstu do powiedzenia „a nie pamiętam, kiedyś przeczytasz książkę jeszcze raz”. Nie, robimy notatki od samego początku i jeżeli coś nie jest jasne, to czytamy jeszcze raz.

Ale przede wszystkim OD RAZU ZACZNIJ OSZCZĘDZAĆ. Nie jutro, nie za miesiąc, nie za pół roku tylko TERAZ. Przelej na konto oszczędnościowe chociaż 10 zł.

Czujesz to?

To jest właśnie przedsmak zwycięstwa.

To jest początek twojej podróży w wymarzone miejsce.

Nie zmarnuj tego.

A jak masz ból dupy, to zapraszam tutaj klik-> PROBLEMY Z DUPY, CZYLI DLACZEGO NIE SPEŁNIASZ SWOICH MARZEŃ

Owocnego oszczędzania,
Irmina

Podoba ci się wpis? Nie bądź małpa i daj łapkę w górę/udostępnij wpis, przecież wiem, że tam jesteś;) Polajkuj fanpejdża bloga i zaobserwuj mnie na Instagramie. Dla ciebie, to klik i już, a dla mnie sygnał, że wszystko jest ok i nie gadam do samej siebie:D

19 myśli na temat “SKĄD MAM PIENIĄDZE NA PODRÓŻE: ODKRYCIE AMERYKI

  1. To prawda, niektórzy mają naprawdę dużo, a ciągle im mało, chcą więcej…Podobno wydatki rosną wraz ze wzrostem pensji, dlatego większość pieniędzy przejadamy, niby jest podwyżka, ale ona szybko znika, takie życie

    1. I stąd te różne multisporty i inne benefity, które „łatwiej” odczuć niż podwyżkę… A jakby tak oszczędzać, to jednak tę podwyżkę się odczuje, może nie od razu, ale jednak.

  2. To wszystko zależy kto ma jakie priorytety 🙂 Dla wielu osób podróżowanie to strata pieniędzy. Wiele razy spotkałam się z takim zarzutem, że czasem można spędzić urlop w domu i więcej oszczędzić na nowy samochód czy kupić mieszkanie. Ale pytanie, po co skoro ja tego nie potrzebuję. Czasem nawet słyszałam, że podróżowanie to szpanowanie. Gdybym tylko mogła, to podróżowałabym jak najczęściej!

  3. Oczywiście masz rację, to wszystko jest kwestia priorytetów. Pochodzę z biednej rodziny, sama też nigdy nie dostawałam kieszonkowych od rodziców (jak dostałam 2 złote „na czekoladę” to cieszyłam się jak głupia), nikt mnie nie nauczył oszczędzania (bo naprawdę nie było z czego jak byłam mała), ale dorosłe życie chcąc nie chcąc, nauczyło przedsiębiorczości i zarządzania finansami. A w zasadzie cały czas się tego uczę, bo to łatwa sztuka nie jest. Niestety mam w głowię taką blokadę, że hm… Czasami traktuję podróże jako coś turboekskluzywnego i jakoś ciężko mi się na nie wydaje pieniądze. Do pewnego stopnia czuję się, jakbym inwestując w podróże wyrzucała pieniądze do śmietnika. No bo przecież mogę za ten hajs kupić coś „namacalnego” jak jedzenie, ciuchy, sprzęt czy kosmetyki. Wiem, że to głupie, bo uwielbiam jeździć do nowych miejsc, niezwykle mnie podróże cieszą, otwierają horyzonty i tak dalej – więc walczę z tym.

    Lecę poczytać wpis o Korei! 😀 Z takich pokręconych miejsc, to jak prawdziwemu mutantowi popromiennemu, marzy mi się Zona w Czarnobylu 🙂

    1. Aniu, ja mam tak np. z ubraniami, a później się dziwię, że nie mam w czym chodzić haha:)) Wydaje mi się, że właśnie każda osoba, która bardziej patrzy na swoje finanse ma właśnie takie „dziadowanie” w sobie na pewne rzeczy.
      Jeśli chodzi o Czarnobyl… Byliśmy i polecam jakkolwiek dziwnie to brzmi. Atmosfera bardzo specyficzna i ciężka, ale po wizycie w takim miejscu człowiek zdaje sobie sprawę z własnej marności i bardziej docenia małe rzeczy…

      1. O to, to, „dziadowanie” 😉 Co do ciuchów, ostatnio ubieram się tylko w jednym szmateksie i nigdy nie byłam tak bardzo zadowolona z zakupów ciuchowych, więc może coś się więcej odłoży na podróże 😛
        O jaaa, ale zazdroszczę tego Czarnobyla! Masz o tym notkę? 😀

  4. Głupi naiwny wpis. Spróbuj się utrzymać za 1,5 tysiąca pracując i mieszkając w wielkim mieście i dodatkowo mając jedynie rodzica emeryta wiele kilometrów dalej. Wtedy pogadamy, czy dalej będzie stać cię na podróże. Kosmetyków nie kupuję, konsoli też. Z kosmetyków można zrezygnować, jeść niestety coś trzeba – gdy umrzesz z głodu, to i w podróż nikt cię nie zabierze. Chyba że na tamten świat.

    1. Mam wrażenie, że nie do końca wczytałaś się w mój wpis. Tak, właśnie przez większość swojego życia zarabiam 1,5 tysiąca. I tak, opłacam mieszkanie jak każdy i mieszkam w wielkim mieście. I stać mnie na odłożenie 10 zł co miesiąc. I nawet jak byłam sama, to było mnie stać na te 10 zł. A pieniądze od rodziców? Jak pisałam, nigdy nie brałam.
      To, że nie widzisz perspektyw dla siebie… Przykro mi. Pozwól jednak innym ludziom zmienić swoje spojrzenie na finanse. Wystarczy jedna osoba, której uda się odłożyć te 10 zł co miesiąc (a jest takich wiele). I co? Czy wtedy to jest „głupie i naiwne”? Nie. To jest SUKCES na który ktoś ciężko pracuje. Negowanie tego czy umniejszanie jest po prostu złe.

      1. Psst, to jest trollo hejterka. U wszystkich tak fika – nie dośc, że niekulturalnie i bez wyczucia, to jeszcze patrząc jedynie przez pryzmat swoich doświadczeń ;] Najlepiej zablokować, po co się masz denerwować 😉

  5. Dokładnie, to wszystko jest kwestia tego na czym nam zależy, jakie są nasze priorytety. Jeden woli wydać pieniądze na podróże, a drugi na nowy samochód, torebki, czy wszystko przejeść. Mnie na przykład żal, że w tym roku nie udało nam się wyjechać nad morze, ale ne udało się, bo kupiliśmy działkę pod budowę domu – coś za coś.

    1. „Coś za coś”- to jest właśnie kwintesencja całej sprawy. Grunt, żeby to robić świadomie- świadomie wykorzystywać zasoby finansowe i mówić „wydaję na X i Y, bo X i Y są moimi priorytetami”.
      Gratulacje z okazji kupienia działki- to jeden z tych dużych kroków w życiu, na pewno wart każdej złotówki:)

Dodaj komentarz