Podróże

MORSKIE OPOWIEŚCI NA FOTOGRAFIACH: PRZEBRNO

Przebrno

Lubię Bałtyk. Jeśli dobrze trafisz, to i pogoda dopisze i woda będzie ciepła. A jeśli znasz mniej uczęszczane miejsca, to nawet cała plaża będzie twoja! I tak było, kiedy pierwszy raz razem wybraliśmy się nad polskie morze. Wybraliśmy Przebrno – małą, ale urokliwą miejscowość. Trafiliśmy do gospodarstwa agroturystycznego, które może nie było najlepszym wyborem, ale za to te widoki, ta cisza i spokój!

PRZEBRNO, CZYLI NAD BAŁTYKIEM

Jeśli chodzi o pogodę, trafiliśmy umiarkowanie. Raz była spiekota, raz ciepełko, a raz porządna burza. W czasie, kiedy byliśmy w Przebrnie (a było to jakieś cztery lata temu) węzeł komunikacyjny nie był rozwinięty (jeden autokar do większego miasta raz na jakiś czas), więc pozostało nam zdanie się na własne nogi. I dobrze! Nachodziliśmy się za wszystkie czasy i za to zostaliśmy wynagrodzeni pięknymi widokami leśnymi, które zapewne w innych okolicznościach by nam umknęły.

Do plaży mieliśmy 20 minut z buta, ale droga wiodła przez las, więc nie narzekaliśmy. I co najważniejsze- ta plaża! Rzadko kiedy widzieliśmy kogokolwiek w “naszym” miejscu, więc można było się i opalać sauté… Żadnych Januszów z pięciopakiem pod pachą, żadnych trajkoczących Grażyn czy dzieci depczących po cudzych ręcznikach. Po prostu bajka.

A teraz zostawiam Was z morskimi opowieściami z Przebrna, udanej żeglugi!

MORSKIE OPOWIEŚCI
PRZEBRNO

Przebrno

Przebrno

#zapiski
Zachwycam się królikami właścicieli, ale za każdym razem, gdy na nie patrzę zastanawiam się czy przypadkiem nie widzę ich ostatni raz.
Jak dobrze, że nie wybraliśmy opcji ze śniadaniem…

Przebrno

Przebrno

Przebrno

Przebrno

Przebrno

Przebrno

#zapiski
Wreszcie udało nam się wstać na wschód słońca! A raczej mnie- ledwo Lubego ściągnęłam z łóżka, więc mowa tu raczej o czołganiu się niż wstawaniu. Zachwycony nie był, ale cóż… odeśpi na plaży!

Przebrno
Przebrno

#zapiski
Mimo kiepskiej pogody staram się nie narzekać, chociaż czasami bywa trudno – deszcz i silny wiatr uniemożliwiają jakiekolwiek przechadzki. Miejmy nadzieję, że jutro będzie słońce.

Przebrno

Przebrno

LUBISZ ZWIEDZAĆ POLSKĘ? KLIKNIJ TUTAJ

Przebrno

Przebrno

Lubicie Bałtyk czy wolicie jeździć za granicę?

Trzymajcie się ciepło,
Irmina

Podoba ci się wpis? Nie bądź małpa i daj łapkę w górę/udostępnij wpis, przecież wiem, że tam jesteś;) Polajkuj fanpejdża bloga i zaobserwuj mnie na Instagramie. Dla ciebie, to klik i już, a dla mnie sygnał, że wszystko jest ok i nie gadam do samej siebie:D

Podróże

W DRODZE DO AMBASADY: WARSZAWSKIE MIGAWKI



Wczoraj oficjalnie zostałam absolwentką… Nie będę już chodzić na zajęcia, a budynek uczelni powoli stanie się dla mnie obcy. Z jednej strony cieszę się, że wkraczam w nowy etap życia (czyt. dorosłość pełną gębą), z drugiej szkoda mi tych rozmów z wykładowcami i ciekawych książek, filmów, sztuk z którymi musieliśmy się zapoznać, a których bym nie poznała, gdyby nie studia. Będę tęsknić. Już teraz tęsknię.
A jakie jest najlepsze remedium na tęsknotę? Wyjazd! W poniedziałek wsiedliśmy do pociągu i ruszyliśmy do Warszawy, by starać się o wizę…



Mimo że wyruszyliśmy wcześnie rano, na miejscu byliśmy dopiero po trzech godzinach. Podobno w którejś z miejscowości podłożono bombę, więc jechaliśmy naokoło.
Zawsze dziwi mnie, że pasażerowie winią za takie sytuacje PKP, a nie osobę, która takową bombę (podobno) podłożyła. I pretensje, ciągłe pretensje do pracowników, którzy z powodu zaistniałej sytuacji muszą zostać dłużej w pracy (przecież nie wysiądą z pociągu) i zapewne nikt im za to nie zapłaci. Ludzie pomyślcie dwa razy zanim osądzicie kto jest winny, a kto poszkodowany…

Na szczęście dotarliśmy na miejsce cali i zdrowi. Jako że pogoda dopisywała, udaliśmy się do ambasady pieszo. Jakiej? Tego Wam na razie nie zdradzę. Chcę, żeby to była niespodzianka, ale powiem Wam, że to szalona podróż i czeka nas dużo emocji, dużo zwiedzania, dużo zdjęć…

Bądźcie cierpliwi. W przyszłym tygodniu wyjazd (i mam nadzieję już wpis stworzony na miejscu), a dzisiaj zapraszam Was na krótki spacer po Warszawie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zestaw obiadowy za 22 zł (zupa, drugie danie, deser). Polecam, nie dość, że dania były smaczne, to jeszcze się najedliśmy. Namiary tutaj. Tylko nie bierzcie wina (niedobre).

 

Lubicie takie “miejskie” przechadzki?


Trzymajcie się ciepło,
Irmina

PS: Więcej zdjęć znajdziecie na moim Instagramie.

Podróże

PIJANI SZCZĘŚCIEM NA MAJORCE: WEEKEND W PALMA DE MALLORCA

Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de MallorcaJak tylko usłyszałam, że lecimy na Majorkę, to wiedziałam, że coś się święci. No bo jak to? Na dwa dni? I stało się. Polecieliśmy do słonecznej Hiszpanii zostawiając za sobą smutną i szarą Polskę. Gdy wylądowaliśmy, przywitała nas przyjemnie ciepła aura mimo później pory (dotarliśmy do celu w środku nocy). Od tej pory tylko czekałam, aż wydarzy się jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu.

Było wspaniale. Pogoda dopisała, więc spiekliśmy się niesamowicie. Zawsze się zarzekałam, że nie mam na nic uczulenia, a na Majorce słońce było tak mocne, że moja skóra przeżyła dosłownie szok termiczny i przyozdobiła się we wzorek z czerwonych kropek…

Jednak nie zepsuło mi to humoru, raczej rozbawiło, bo panie masażystki pracujące na plaży wciąż niezrażone pytały: “Masażi?”. Nie skusiłam się…

Nasza hiszpańska przygoda miała miejsce trochę ponad rok temu, a wciąż pamiętam ten wyjazd w każdym szczególe mimo że nie robiliśmy wielu zdjęć. Dlaczego? Byliśmy pijani szczęściem i wpatrzeni w siebie jak w obrazki (tak jest zresztą do dziś:). Podobno “życie to nie bajka, nie drapie cię po….” (koniec każdy zna, więc sobie daruję), ale było właśnie jak w bajce…

Zresztą zobaczcie sami!

Zapraszam was na przechadzkę po Palma de Mallorca.

Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca
Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca
Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca
Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca
Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca
Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca

Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de MallorcaPaella, czyli ryż z owocami morza. Tradycyjna potrawa hiszpańska, którą warto spróbować.

Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de MallorcaNajlepsza pizza jaką jedliśmy w życiu (nawet ta z Korei jej nie przebiła;)

Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca
Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca
Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca

Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de MallorcaNadarzyła się idealna okazja i…

Majorka na weekend: zaręczyny w Palma de Mallorca…od tego zachodu słońca jest już tak:) 

Chciałabym, aby wszyscy spotkali na swej drodze kogoś wyjątkowego, kogoś kto sprawi, że będziemy się czuć fantastycznie i to nie tylko podczas takich magicznych chwil, ale również na co dzień, tak po prostu, bo kochamy i jesteśmy kochani. I kogoś z kim będziemy się mogli dzielić szczęściem i westchnieniami “jak pięknie…”.

Mam nadzieję, że poczuliście choć przez chwilę to hiszpańskie ciepło i naszą radość. Przy okazji, serdecznie Wam polecam Majorkę jako cel podróży – to idealne miejsce nie tylko do wylegiwania się na plaży. Również osoby lubiące zwiedzać znajdą tam coś dla siebie.

Jak wam się podoba Palma de Mallorca?

Trzymajcie się ciepło,
Irmina

PS: Podoba ci się wpis? Nie bądź małpa i daj łapkę w górę/udostępnij wpis, przecież wiem, że tam jesteś;) Polajkuj fanpejdża bloga i zaobserwuj mnie na Instagramie. Dla ciebie, to klik i już, a dla mnie sygnał, że wszystko jest ok i nie gadam do samej siebie:D

Podróże

WORK&TRAVEL: KRAKÓW FOTORELACJA (TELEFON W AKCJI)



Zanim wyjechaliśmy do Niemiec, czekało nas szkolenie w Krakowie. Byłam już wcześniej w domu smoka wawelskiego, więc wiedziałam, co mnie czeka: dużo zieleni, piękna architektura, Wisła i mnóstwo kościołów. Cieszyłam się, że trafiło akurat na to miasto i że będę miała okazję ponownie przejść się malowniczymi uliczkami, wypić gęstą czekoladę, zjeść pysznego kumpira i zrobić mnóstwo zdjęć (oczywiście telefonem;).

Spaliśmy w hotelu, który znajdował się około piętnastu minut drogi od stacji Kraków Główny. Wynajęto dla nas pokoje dwuosobowe, każdy z wyposażoną kuchnią i oczywiście łazienką. Nasze mini mieszkania były przytulnie urządzone i miło się w nich spędzało czas. Jeśli szukacie fajnego miejsca do spania w Krakowie, to polecam. Więcej szczegółów znajdziecie tutaj.

Przyznam, że w czasie tygodnia szkoleniowego nie miałam siły zwiedzać, ale za to odbiłam sobie to już po zakończeniu projektu, kiedy wróciliśmy do Krakowa… Zamiast jechać do domu, postanowiłam zostać na weekend. I nie żałuję! Jeśli tylko jest możliwość powolnego wrócenia do rzeczywistości (czyt. obowiązków i zobowiązań pozostawionych samym sobie przed wyjazdem…), to jak najbardziej polecam taki powrót w stylu slow.
Koniec wstępów, czas na spacer! Dzisiaj zabieram Was na przechadzkę nad Wisłę, ale również w te klimatyczne uliczki, których nie brakuje w Krakowie. Na początku możecie mieć wrażenie, że będzie padać, ale nie martwcie się, słoneczko też zaszczyci nas swoją obecnością.
Miłego spaceru!
I na koniec, trzy zdjęcia zrobione przy okazji mojej wcześniejsze wizyty w Krakowie (zachód słońca musi być!):
Byliście kiedyś w Krakowie?
Do jakiego miasta w Polsce najbardziej lubicie wracać?
 
Trzymajcie się ciepło,
Irmina
Podróże

WORK&TRAVEL: NIEMCY FOTORELACJA (HOTEL, LEKI, ŁYSE POLE)

Jedno z najpiękniejszych miejsc w Puchheim
Od początku było wiadomo, że zamieszkamy na obrzeżach miasta, nie w centrum. Po dwóch godzinach w samolocie, spakowaliśmy się do taksówki i ruszyliśmy. Jazda trwała może z półtorej godziny. Akurat trafiliśmy na szaloną pogodę: śnieg, deszcz, słońce i tak w kółko plus piękne krajobrazy. Kiedy dotarliśmy już do celu, nie było czasu do stracenia – bagaże wylądowały gdzieś w kącie biura, a my zasiedliśmy do stanowisk pracy… 
Zamieszkaliśmy w Puchheim, niewielkiej mieścinie, niespełna 20 minut jazdy od Monachium. I cóż, nie ma co kryć, pole pole łyse pole, to (prawie) odpowiednie określenie. “Luźno” poustawiane budynki, lokalne sklepiki + Lidl i łyse pole, czyli dużo zieleni. Osobiście jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw – po pracy można było spokojnie odpocząć czy to w hotelu czy podczas spaceru i nie trzeba było się martwić, że natrafi się na, ładnie to ujmując, przykrych i hałaśliwych ludzi.
Każde z nas dostało osobny pokój z łazienką i łóżkiem na dwie osoby. Dodatkowo w pokoju czekały na nas żelki. Mieliśmy również zapewnione śniadania podczas których było co jeść i pić, nie mówiąc już o wspaniałej, profesjonalnej obsłudze. Okazało się również, że jedna z kelnerek jest Polką, więc było to dodatkowe miłe zaskoczenie.
W pokojach nie było czajników, więc aby napić się herbaty należało zejść na parter (herbata była za darmo). Co ciekawe, w weekend hotel był pełny – zapewne, to dobra opcja dla tych, którzy chcieli zwiedzić Monachium, a jednocześnie oszczędzić na hotelu. Polecam każdemu – 20 minut jazdy to naprawdę mało by dostać się do centrum, a różnica w cenach hoteli w Monachium i na jego obrzeżach jest spora. Hotel ma trzy gwiazdki, więc można spokojnie zostać na dłużej. Po więcej informacji odsyłam was tutaj (potwierdzam, że fotki na stronie hotelu są prawdziwe:D).
Puchheim Niemcy
Mimo komfortowych warunków i w miarę dobrej pogody (na początku padał śnieg i deszcz, ale później było już tylko ciepło) nie obyło się bez… przeziębienia. I nie ukrywam, że był to dla mnie niesamowity szok, bo nigdy wcześniej na żadnych wyjazdach nie chorowałam, co oznacza, że i tym razem nie wzięłam ze sobą leków (no, wzięłam przeciwbólowe i… tyle). I wiecie co? Nigdy, ale to nigdy więcej tak nie zrobię. Wezmę całą apteczkę, torba się będzie uginać, a krzyż będzie mnie boleć, ale wezmę te zakichane leki. Dlaczego? Bo zwykłe tabletki na gardło kosztują w Niemczech 4-5 euro jak nie więcej!!! Czujecie mój ból pupci, kiedy za nie płaciłam? No właśnie (za tę cenę dostawałam sycący obiad w stołówce…). Na szczęście po trzech dniach wyzdrowiałam (widocznie organizm wiedział, że po prostu nie może chorować), ale to mnie nauczyło, że lepiej być zapobiegliwym niż potem przeżywać zakup głupich tabletek. Bo nie zawsze trafi się osoba, która weźmie cały apteczny arsenał ze sobą i mnie poczęstuje tym i owym… Więc kochani, bierzemy leki ze sobą i nie ma, że boli…
Puchheim Niemcy
W czasie wolnym oglądałam filmy, integrowałam się z innymi “wybrańcami” i oczywiście udałam się na spacer. Było cudownie – słonko świeciło, wiał lekki wiaterek i dosłownie wszystko kwitło. I tym właśnie chcę się z Wami podzielić – tą malowniczą wiosną, która wyszła nam naprzeciw i powitała w Niemczech. Miłego spaceru!
Puchheim Niemcy
Puchheim Niemcy

 

Puchheim Niemcy
Zgięta wpół dałam radę…
Puchheim Niemcy

 

Puchheim Niemcy

Puchheim Niemcy

Puchheim Niemcy
Nie masz zwierzaka, to chociaż walnij sobie sówkę nad furtką!
Puchheim Niemcy

 

Puchheim Niemcy

 

Puchheim Niemcy
Puchheim Niemcy
Jeden z wielu pięknych zachodów słońca w Puchheim
I tak, po dwóch tygodniach, nadszedł czas powrotu do Polski. Piękne widoki i wspaniałą atmosferę zostawiliśmy za sobą by zawitać na weekend do domu, a później wio do Krakowa (ale o tym kiedy indziej:).
 
 Lotnisko

 

 

Takie tam palmy…

 

 Prawie jak Wilk z Wall Street

 

Czekając na lot
Nasz ostatni zachód słońca w Niemczech
Wspominam ten wyjazd z uśmiechem na twarzy. Nie dość, że dobrze trafiłam z pracą, to jeszcze miałam możliwość pozwiedzać. Jak widać nie tylko Monachium było warte zobaczenia, ale również Puchheim miało wiele do zaoferowania dla osób kochających przyrodę.
Jak Wam mija weekend? 
Też wspominacie ostatni wyjazd czy może właśnie gdzieś wyjechaliście?
 
Trzymajcie się ciepło,
Irmina
PS: Więcej zdjęć znajdziecie na moim Instagramie.
Podróże

WORK&TRAVEL PROJECT: FOTORELACJA Z MONACHIUM II (TELEFON DAJE RADĘ!)

 

W ten dzień słońce grzało niemiłosiernie. Monachium niemalże zieleniało w oczach (i to nie z zazdrości). Mimo zmęczenia (trzeba było wcześnie wstać, żeby zdążyć na śniadanie) i przeziębienia (zmienna pogoda) chęci do spacerowania nie brakowało. Reszta grupy chciała wylegiwać się w promieniach słońca na soczyście zielonej trawce… Wytrwałam kilkanaście minut, ale później już nie mogłam wysiedzieć. Co dopiero leżeć. Nie wiadomo, kiedy zawitam do Niemiec ponownie. Odważnie więc zdecydowałam, że sama wrócę do punktu od którego zaczęliśmy zwiedzanie. I poszłam. Po trzydziestominutowym spacerze z pamięci (oczywiście mapy papierowej nie miałam, a te w telefonie jak na złość nie chciały się ściągnąć) i po masie zdjęć dotarłam na miejsce. Cała i szczęśliwa…
 
Też tak macie, że w obcym kraju czujecie się zdecydowanie pewniej i swobodniej niż w Polsce? Pewien czar kryje się w takich wyjazdach, magia, która pcha nas w nieznane, a my z radością się jej poddajemy. Coś wspaniałego…:)
Mamy już za sobą część drogi, trochę odpoczęliśmy, a teraz czas ruszać dalej! 

 

 

 

 

 

 

 

 

Koniec zwiedzania, teraz możemy rozgościć się na trawce powyżej…

Co robicie w ten słoneczny weekend? 
Gdzieś wyjechaliście czy relaksujecie się we własnych czterech ścianach?


Trzymajcie się ciepło,
Irmina