Porozmawiajmy

CZEGO NIE MÓWIĆ FILOLOGOWI JĘZYKA OBCEGO

 
Godzina 13:00. Praca wre, zawzięcie stukam w klawisze klawiatury przygotowując dokument z porannego spotkania. Jesteśmy z różnych uczelni i szkół, pracowaliśmy na zupełnie odbiegających od siebie stanowiska. W sumie, niewiele nas łączy na dłuższą metę oprócz wykonywanej w tym dniu i kolejnych, pracy oraz języka – języka angielskiego, który stał się podstawą wszystkiego – śniadania w hotelu, pracy, wizyty w sklepie czy obiadu w restauracji. I tak siedzę sobie, słucham muzyki i robię, co do mnie należy, a tu stuk w ramię i słyszę “X to ma taki brytyjski akcent, co nie?”… Myślę sobie, że matkoboskokochano, co tu się stanęło?… Kiwam dyskretnie głową, że nie i przychodzi mi do głowy taka myśl, że jak z baletnicy hydraulika nie zrobisz, tak i ze studenta innego kierunku niż filologia no ni chusteczki filologa nie zrobisz…
 
Ile razy słyszeliście ciekawe wypowiedzi innych i akurat okazywało się, że to wasz konik i albo uśmiechaliście się w duchu albo próbowaliście kogoś przekonać do swoich racji? Myślę, że każdemu zdarzyła się kiedyś taka sytuacja. Dzisiaj pół żartem pół serio, czyli czego nie mówić filologowi języka obcego. Dlaczego pół serio? Pogadamy sobie od serca i pokrótce wyjaśnimy z jakiego to powodu filolog na to czy na tamto jeży się jak jeż (oj, to też o mnie…)
Ja to mam taki X akcent, co nie?
X to ma taki Y akcent, co nie?
 
Że co?:D Nie ma i ty też nie masz. Pochodź sobie skarbie przez kilka lat na fonetykę, to pogadamy (lub wyjedź za granicę). Niestety, oglądanie filmów nie gwarantuje pełnego sukcesu. Można nie znać dźwięków w teorii i nawijać jak native, ale takiej biegłości na samych serialach/piosenkach się nie zdobędzie.
Btw. wiecie, że w języku angielskim tak naprawdę nie ma żadnego dźwięku, który odpowiadałby polskiemu? “P”, to wcale nie jest nasze polskie “p” etc.:) Nie ukrywam, że jak pierwszy raz o tym usłyszałam, to myślałam, że “śmiechnę”, ale później… już nie było mi do śmiechu:P
Znam język X!
 
Znaczy się… rozumiesz serial w danym języku, tak? Nic tylko się cieszyć! A teraz jazda do call center odbierać telefony z całego świata i zobaczymy cwaniaku jaki z ciebie harny harnaś. I nie martw się, że klient ci powie, że nie umiesz mówić w języku X i masz akcent Arkadija z Rosji. To na pewno na złość – zapewne skończyły im się newsy na fejsie i szukają frajera…
Btw. raz zadzwonił do mnie koleś i powiedział, że miał wypadek i osoba towarzysząca zmarła. Nie powiem, żart naprawdę przedni.
Zostanę tłumaczem państwowym! Czy jak to tam się zwie…
 
Chodzi ci chyba o tłumacza przysięgłego, prawda? Huh, powiem ci, że ambitnie! Wystarczy tylko przygotowywać się minimum rok (i zorientować się czy w ogóle nadajesz się do tłumaczenia ustnego) i może zdasz. Większość osób nie zdaje, ale co tam! Ty na pewno zdasz:)
A tak serio: koniecznie przed czymkolwiek trzeba spróbować tłumaczenia symultanicznego/konsekutywnego na żywo czyt. na serio (np. podczas konferencji). I jeszcze jedno: tłumacz przysięgły, to nie tylko lepsze zarobki w stosunku do tłumacza “bez pieczątki”, ale również obowiązek stawienia się za każdym razem, gdy instytucja państwowa nas wezwie (nawet w środku nocy, chyba że jesteście obłożnie chorzy). I nie ma, że boli, bo wy nie lubicie tłumaczyć ustnie.
Podsumowując, bullshit to niemały, że:
Pójdę na filologię, przecież to taki kurs języka za darmo.
NIE RÓB TEGO. Zajmiesz miejsce osobie, które naprawdę interesuje się językiem tzn. również jego korzeniami, kulturą państwa z którego dany język wywodzi się etc. Jeśli chcesz dobrze nauczyć się języka, idź na kurs językowy. Trwa o wiele krócej, nauczysz się więcej (celem filologii nie jest nauka danego języka!!!) i zaoszczędzisz czas. Tyle osób marnuje się na studiach filologicznych. Proszę, nie bądź następny. Jeżeli nie interesuje cię kultura, a książki, to dla ciebie tylko takie słowo, które nic nie znaczy, to naprawdę nie warto.
To na filologii czyta się książki?!

Bitch, please.

To na filologii wykłady są w języku obcym?!


Tak, naprawdę są osoby, które się temu dziwią. Lepiej nie drążmy tego tematu dalej.

Skończyłem filologię, to jestem The Boss w języku X i niech narody klękają i robią mi… znaczy dają mi pracę!

Mhm… a jak ci szła praktyczna nauka języka? Miałeś poprawki? Aha, nawet dwie… Ale solidna trója wyszła? No to dobrze…:)
To co wy tam robicie na tej filologii?
 
Siedzimy na krzesełkach barowych i machamy nóżkami, a jakie driny serwują! (czyt. no poczekaj fircyku, wrócę tylko do domu, to jak cię skasuję ze znajomych na fejsbukach, to zobaczysz!!!).
A tak serio: przedmiotów jest dużo, a egzaminy wcale nie są takie hop siup. Nie wiem skąd przekonanie, że na filologii, to studenci bąki zbijają. Wiele osób podchodzi do poprawek…
Teraz to nie opłaca się iść na filologię.
 
Matkoboskokochano, to ja i spora grupa znanych mi osób ma cholerne szczęście: wyjazdy za granicę, praca w międzynarodowych korporacjach. No nic, tylko się pociąć. I tak, nie znamy się na informatyce. Jak żyć???
Przyznawać się kto tu jest filologiem, chętnie poczytam Wasze anegdotki!:)
 
Reszta misiaczków: lubicie uczyć się języków czy stawiacie na coś innego? Jaki jest Wasz stosunek do studiów filologicznych? Jestem ciekawa Waszych opinii, w końcu matury za pasem.
 
Trzymajcie się ciepło,
Irmina
PS: Dziękuję wszystkim tym, którzy mówili mnie bądź moim znajomym takie rzeczy lub zadawali pytania. Gdyby nie Wy, ten post by nie powstał. W głębi serca kochamy osoby, które potrafią się odezwać:) Jeśli macie jakieś pytania/wątpliwości chętnie pomogę!
BEZPŁATNY E-BOOK: 10 POMYSŁÓW NA WEEKENDOWE WYCIECZKI PO POLSCE. POZNAJ CIEKAWE MIEJSCA NA WYPAD

Jedno przemyślenie nt. „CZEGO NIE MÓWIĆ FILOLOGOWI JĘZYKA OBCEGO”

  1. Maślana Mucha mówi:

    Filolog rosyjski. ” A ty znasz te wszystkie bukwy?”, “E rosyjski (ukraiński, białoruski) to prawie jak polski”, “Ja też znam rosyjski, miałem w liceum (czyt. 20-30 lat temu)”… Okropne z nas leniuchy… Fakt… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *