Podróże

DAEGU: SHREK, SŁITAŚNOŚĆ, SKLEPY (KOREA POŁUDNIOWA)

Nadszedł nasz pierwszy weekend w Korei Południowej i, co za tym idzie, czas zwiedzania! Uwielbiamy poznawać nowe miejsca, ludzi, tradycje, więc nie mogliśmy się doczekać, aż dotrzemy do naszego pierwszego punktu zwiedzania, czyli centrum Daegu. Kolorowe i hałaśliwe miasto z dużą ilością sklepów przeróżnej maści, ale kryjące w sobie również urokliwe uliczki i magiczne miejsca pełne zieleni.
Aby dotrzeć do centrum Daegu, skorzystaliśmy z metra. Tutaj nic nas nie zaskoczyło, metro jak każde inne.

Jednak jak tylko wysiedliśmy z metra, Korea Południowa pokazała swoją twarz:) Spójrzcie na tę wystawę, czyż nie jest słodka? Nie wyobrażam sobie takich obrazów gdzieś w Warszawie, a tutaj po prostu pasują. Słodka “słitaśność”, która wywołuje uśmiech na twarzy.

Nie obyło się również bez polskich akcentów. Przyznam, że cieszyliśmy się jak dzieci.

Oszacowanie budżetu w zupełnie innym miejscu niż homeland, to naprawdę ciężka sprawa, więc nauczeni doświadczeniem postanowiliśmy, że przez pierwszy miesiąc tutaj nie będziemy szaleć. Mimo to przechadzka między sklepami sprawiła nam przyjemność, coś nowego czekało na nas na każdym kroku.

Marka Holika Holika – popularna w Polsce, a z tego, co słyszałam, wcale nie taka dobra…

Jedna z wielu zabawnych nazw, które napotkaliśmy w Korei Południowej. Z pewnością zasługują na osobny post!

Kolejna marka kosmetyczna znana również w Polsce, i tym razem, podobno warta uwagi (ufff…).

Urokliwa koreańska piekarenka…

Imponujące konstrukcje z jedzenia… Darowaliśmy sobie, ale może Wy byście się skusili?:) W sumie byłby to ciekawy pomysł na prezent.

Wielu Koreańczyków nadal podczas ceremonii zaślubin wybiera tradycyjne szaty (w przeciwieństwie do nas, a szkoda). Lubią też piękne sesje zdjęciowe, które podobno kosztują majątek. Ale, jak widać, warto w taką sesję zainwestować, bo efekt jest świetny.

Słynne maski w płachcie. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem ciekawa, jak to jest być Shrekiem choć przez kilka minut:D Na pewno się skuszę!

Piękna flaga koreańska, a kilka metrów dalej “Sex and the City” tylko chyba coś im ten “glamour style” nie wyszedł. Może taka “instalacja” ma służyć jako inspiracja dla kolejnych części filmu?

“Odwiedziliśmy” również punkt informacyjny dla turystów i byliśmy bardzo mile zaskoczeni, bo pani dość dobrze znała angielski i była w stanie odpowiedź na każde pytanie. Na koniec dostaliśmy mapkę oraz kilka pocztówek. Na zdjęciu obok jeden z wielu “szklanych” budynków w Korei Południowej.

Blok mieszkalny. Wyobrażacie sobie ile osób musi mieszkać w takim bloku? Przyjmując, że każde mieszkanie ma jeden balkonik, liczba będzie imponująca. Stąd też, jeśli kogoś stać na większe mieszkanie lub dom w Korei Południowej, to oznacza, że ta osoba jest niemalże obrzydliwie bogata…

Czekając na busa, zawędrowaliśmy również w te bardziej urokliwe miejsca Korei Południowej.

Po powrocie do domu postanowiliśmy skorzystać jeszcze z pięknej pogody i iść na spacer.

I obowiązkowo, “koreański” zachód słońca:)


I tak minęła nasza pierwsza sobota w Korei Południowej, a przed nami była jeszcze niedziela, więc położyliśmy się spać rozmyślając o tym, co nas jeszcze czeka w ten weekend.

Co podobało Wam się najbardziej?


Trzymajcie się ciepło,
Irmina

BEZPŁATNY E-BOOK: 10 POMYSŁÓW NA WEEKENDOWE WYCIECZKI PO POLSCE. POZNAJ CIEKAWE MIEJSCA NA WYPAD