WORK&TRAVEL W IRLANDII: BLASKI I CIENIE

work&travel Irlandia

Zanim wspomnienia zdążą wyblaknąć, chcę opowiedzieć Ci jak to było w tej Irlandii. Czy rzeczywiście work&travel okazało się krainą mlekiem i miodem płynącą? W końcu tak rzadko czyta się o minusach tego typu wyjazdów… Można wręcz odnieść wrażenie, że wszyscy gospodarze, to anioły. Jak jest naprawdę? Już ci mówię.

WORK&TRAVEL W IRLANDII: BLASKI I CIENIE

Czytając opinie na temat work&travel (ofert szukaliśmy za pośrednictwem strony workaway.info) miałam wrażenie, że albo ja zbyt pesymistycznie patrzę na świat, albo ktoś tu komuś chce wcisnąć kit. Wśród setek komentarzy, znalazłam tylko jeden (!) negatywny. Zrozumiałe więc, że wybór gospodarza był po prostu groteskowy. Wszyscy gospodarze tacy cudowni, no po prostu złoto nie ludzie.

Jak się jednak okazało, trafiliśmy do gospodarzy, którzy po raz pierwszy przyjmowali kogoś na zasadach work&travel. Zaczynaliśmy więc z czystą kartą: my nie mieliśmy jeszcze opinii na swoim profilu, oni też nie. Dzięki temu obydwie strony nie miały żadnych wygórowanych oczekiwań.

To był wspaniały czas, ale żeby było tak różowo jak to opisują w internetach?

Nie.

I nie mam zamiaru udawać, że wszystko było cudownie, bosko i wspaniale. Sama się gotuję, jak ktoś podróżując mówi tylko o plusach, bo jak się przygotować do takiego wyjazdu, jeżeli ktoś nie zdradza “mrocznych” szczegółów?

Wyjazd udany na 100%, to utopia.
Work&travel udany na 100%, to utopia.

Zacznijmy od zarysowania zasad, którymi rządził się nasz wyjazd.

WORK&TRAVEL W IRLANDII: ZASADY

work&travel Irlandia

1. Praca 5 godzin dziennie, 5 razy w tygodniu
2. Obowiązki: malowanie, pielenie, walka z chwastami, koszenie i inne.
3. W zamian za pracę nocleg (własny pokój) i pełne wyżywienie.
4. Długość wyjazdu: 2 tygodnie.

I tyle. Albo aż tyle w zależności od dnia.

WORK&TRAVEL W IRLANDII: CIENIE

Zaczniemy od cieni (w końcu każdy lubi optymistyczne zakończenia).

Co macie robić? W sumie… nic

Jak już wspominałam, zarówno dla nas jak i naszych gospodarzy była to pierwsza współpraca typu work&travel. Jednak jadąc tam nie spodziewaliśmy się, że czasami będziemy musieli… dopraszać się o pracę. Brzmi kuriozalnie, ale tak właśnie było. Nasi gospodarze mieli bardzo ogólny zarys tego, co mamy zrobić i nie raz czekaliśmy i czekaliśmy, aż ustalą jaka robota nas czeka kolejnego dnia.

work&travel IrlandiaKiedy nie mam co robić

Zdaję sobie sprawę, że niektórych taki obrót spraw mógłby cieszyć, ale… Wiesz jak to jest. Układ był jasny: praca w zamian za nocleg i wyżywienie. Brak pracy nieuchronnie prowadziłby do nieprzyjemnych konsekwencji np. pracy w weekendy. Dlaczego? Spójrz: przykładowo nie pracujemy w czwartek i piątek, bo leje, więc w sumie nie ma, co się wychylać. Ale przecież to nie twoja wina, prawda? Szykujesz się na weekend, tak jak było ustalone. I nagle gospodarz mówi ci, że w weekend pogoda się poprawi, a trzeba coś zrobić w polu. Odmówisz? Nie, bo miałeś wolne dwa dni. Nieważne, że się o nie nie prosiłeś.

Dlatego też sterczeliśmy nad naszymi gospodarzami, aż w końcu dawali nam coś do roboty;) Przy czym były wyjątki (patrz niżej).

Raz od rana, raz po południu,  a raz w piątek

Taki plus, ale jednocześnie minus, czyli ruchome godziny pracy. Z jednej strony mogliśmy wynegocjować wolny dzień np. w piątek (w zamian za dłuższą pracę innego dnia), ale z drugiej strony oznaczało to, że sami musieliśmy być elastyczni. W razie naprawdę złej pogody, zostawaliśmy w domu, aby kolejnego dnia nadrobić robotę.

Elastyczny czas pracy wiązał się również z tym, że raz pracowaliśmy od rana, raz po południu. Bywało to męczące, bo człowiek chciał się wyrobić np. na kolację, a tu okazywało się, że trzeba było jeszcze pracować po posiłku. Na szczęście po pierwszej takiej akcji zmądrzeliśmy i byliśmy w stanie szybciej się wyrobić.

Po pewnym czasie to my ustalaliśmy, kiedy pracujemy. Gospodarze zorientowali się, że nie będziemy się byczyć jeśli zostawią nas samych;) I myślę, że to jest najlepsza strategia: uczciwa praca. Zasuwasz tak jak było ustalone i przy okazji robisz dobre wrażenie i zdobywasz zaufanie gospodarzy. Takie podejście procentuje i po pewnym czasie to ty uginasz obowiązki do siebie, nie odwrotnie.

Razem, ale jednak osobno

work&travel Irlandia

No właśnie… Powiem ci, że nie raz zastanawialiśmy się, co chodzi po głowie gospodarzom: bo z jednej strony traktowali nas jak członków rodziny, ale z drugiej np. sugerowali nam, żebyśmy spędzali czas w drugim salonie. Jakby nie chcieli spędzać z nami czasu. Czasami było super, rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, a czasami czuliśmy, że po prostu oczekuje się od nas, żebyśmy sobie poszli.

Zdaję sobie sprawę, że to bardzo indywidualny “minus” i to, że my tak trafiliśmy nie oznacza, że ktoś inny też tak będzie miał, ale… To nauczyło mnie, żeby z dużym dystansem podchodzić do opinii dotyczących gospodarzy, bo może się okazać, że ktoś pisał w samych superlatywach, a jednak były jakieś minusy.

Prawda jest taka, że jak ktoś nie ma ochoty na bliższy kontakt, to nie da się go zmusić. Nam w ciągu dwóch tygodni nie udało się w pełni “dotrzeć” do naszych gospodarzy, ale może to wynikało również z tego, że obydwie strony nie wiedziały do końca jak się zachować?
Ciężko powiedzieć. Tak czy siak, lepiej spodziewać się chłodniejszych relacji (nie mylić z chłodnymi) niż wspólnych wypadów na piwo czy obiad…

Obiad o 19…, a może 20, a może 21?

Niby drobiazg, ale jednak męczący. W Irlandii jedzą śniadanie, później lunch (kanapki), a na obiad możemy liczyć dopiero w wieczornych godzinach. Wiem jednak, że nie we wszystkich domach tak jest, więc warto się nastawić na obydwie wersje.

WORK&TRAVEL W IRLADNII: BLASKI

Bo w końcu zawsze wzejdzie słońce.

Dig, dig, dig, dig

Możliwe, że tym cię zaskoczę, ale obowiązki, które wykonywaliśmy, sprawiały nam po prostu przyjemność. Dlaczego? Były proste, ale jednocześnie po pięciu godzinach pracy widać było efekty gołym okiem. I praktycznie każdego dnia uczyliśmy się czegoś nowego. Jazda na kładzie, obsługa ręcznej kosiarki, malowanie farbą olejną (nawet nie wiedzieliśmy, że to dziadostwo jest takie toksyczne!), odchwaszczanie- na nudę narzekać nie mogliśmy.

work&travel IrlandiaPraca wre

Kiedy pracuje się za darmo (wiem, wiem w zamian za nocleg i wyżywienie, ale umówmy się- gospodarze zaoszczędzili miliony monet podczas naszego pobytu) łatwo wpaść w pułapkę myślenia roszczeniowego i mieć paskudny humor. Dlatego tak ważne jest by od samego początku nastawić się na POMOC. My POMAGALIŚMY. Niby drobna zmiana słów: z pracy na pomoc, ale istotna. To jednak pozwala na wykonywanie obowiązków bez myślenia, że coś nam się jeszcze należy.

work&travel Irlandia

A skąd tytuł tego punktu? Luby śmiał się, że jak wezmę się za robotę, to jak ten krecik ryję i przestać nie mogę:D Cóż, tak właśnie było: chociaż kręgosłup płakał, kiedy sięgałam po narzędzia, to w mojej głowie rozbrzmiewało Despacito 😀 I ani się obejrzeliśmy, a 5 godzin mijało.

Chciałabym mieć takie same nastawienie pracując hehe…

Gdzie was podwieźć?

work&travel IrlandiaTrawa sama się nie skosi

Kiedy tylko była taka możliwość, zabieraliśmy się z gospodarzami autem i podwozili nas tu czy tam. Dzięki ich pomocnemu podejściu spokojnie zaoszczędziliśmy jakieś kilkadziesiąt euro. Transport w Irlandii jest pieruńsko drogi, szczególnie dojazdy ze wsi do miasta. Każde euro było na wagę złota, na szczęście nasi gospodarze doskonale to rozumieli.

Stek, kawa irlandzka i Nutella

Muszę ci się do czegoś przyznać: objadaliśmy się w tej Irlandii jak głupi… Mimo że nie jedliśmy na mieście ani razu (raz tylko wyskoczyliśmy na czekoladę), w ciemno mogę powiedzieć, że po tym wyjeździe przytyliśmy.

Ne ukrywam, że przed wyjazdem mieliśmy obawy, że trzeba będzie jednak od czasu do czasu żywić się na mieście. Jednak okazało się to zupełnie bezpodstawne. Nasi gospodarze dbali o to, żeby lodówka była zawsze pełna i kiedy tylko byliśmy głodni, mogliśmy coś zjeść.
Czy mówiłam, że mieli w szafce kilogramową Nutellę?:D

Pewnie zapytasz dlaczego tak bardzo chcieliśmy uniknąć wizyt w restauracjach… Cóż, weszliśmy raz do knajpy i obydwoje zgodnie stwierdziliśmy, że 80 zł, to zdecydowanie za dużo za byle jaki posiłek. Nie chcę nawet myśleć ile kosztowałaby nas jakaś “zacniejsza” opcja.
Zresztą będąc na work&travel możesz mieć pewność, że będziesz jeść dokładnie to, co gospodarze jedzą na co dzień. Chyba że masz jakieś alergie etc. W przeciwnym wypadku siedzenie razem przy stole jest nieuniknione;) A gdzie lepiej poznasz tamtejsze zwyczaje jak właśnie w irlandzkim domu?

Wsi spokojna, wsi wesoła

work&travel Irlandia

Jak ja się cieszę, że wylądowaliśmy na wsi. Jedyne 11 km od miasta, a jaka różnica! Budzisz się- cisza i spokój, ptaszek coś popitoli i na tym koniec. Kładziesz się zmęczony po pracy czy intensywnym zwiedzaniu i nie musisz się przejmować, że obudzą cię w środku nocy imprezowicze.

Nie mogliśmy lepiej trafić. Fakt, że kiedy musieliśmy na własną rękę dostać się do centrum, trzeba było zapłacić za autobus (5 Euro od osoby w jedną stronę…), ale nie ma róży bez kolców.

Poza tym, dzięki lokalizacji gospodarze mogli sobie pozwolić na krowy. I to takie futrzaste😀

work&travel IrlandiaSpotkanie pierwszego stopnia

Kocham cię jak Irlandię

Irlandia okazała się tak piękna jak to sobie wyobrażaliśmy. Mimo że nasza irlandzka przygoda trwała dwa tygodnie i to jeszcze na projekcie work&travel, to zobaczyliśmy naprawdę sporo. Mieliśmy tyle czasu, ile chcieliśmy. Wystarczyło dogadać z gospodarzami i już nas nie było;) Wiadomo, wiązało się to z sumiennie wykonywaną pracą, ale w końcu po to tam pojechaliśmy: pomóc i pozwiedzać.

Dlatego nie przejmuj się jeżeli ktoś zgodzi się na gościnę “jedynie” przez tydzień czy dwa. Lepszy rydz niż nic. Przy otwartym podejściu obydwu stron da się wynegocjować więcej czasu na zwiedzanie. Gospodarze dobrze wiedzą, że zależy ci nie tylko na tym by im pomóc, ale również na zwiedzaniu. Nie daj się wpędzić w pułapkę myślenia, że “tyle czasu to za mało”. Bo ktoś ci powiedział, że JA byłem tam tyyyyyle czasu i nie ma sensu się tam pchać na krócej. Takie osoby czują się lepsze i nie chcą byś gdzieś jechał, bo wtedy nie tylko one będą mogły opowiadać o tym, co tam zobaczyły. I tyle. To puste gadanie.

WORK&TRAVEL W IRLANDII: PODSUMOWANIE

I teraz kluczowe pytanie: czy biorąc wszystkie plusy i minusy pod uwagę wyjazd okazał się sukcesem?

Hmm. Wyjechaliśmy trochę rozczarowani ze względu na zachowanie gospodarzy (patrz cienie punkt 3), ale to rozczarowanie było bardziej wywołane tym, co wyczytaliśmy w tych wszystkich optymistycznych komentarzach niż z sytuacji. Bo gdyby inni podróżnicy tak nie słodzili gospodarzom, to możliwe, że inaczej patrzylibyśmy na całą sprawę. Nie spodziewalibyśmy się efektu “jednej wielkiej szczęśliwej i razem podróżującej rodziny”.

Dlatego właśnie chcę cię ostrzec: work&travel, to nie kraina miodem i mlekiem płynąca. Może być fajnie, może być do chrzanu. Na dwoje babka wróżyła.

Wiem jednak, co mogę ci powiedzieć na pewno: Irlandia, to świetny kierunek na tego typu projekt, bo będziesz w stanie wyjechać mimo niewielkich nakładów finansowych. Zaoszczędzisz na noclegu i jedzeniu (lub jedynie noclegu- w zależności od oferty) dzięki czemu będzie cię stać na dłuższe wypady.

Irlandia jest taka jak mówi wujek Google- piękna.

I jest w zasięgu twojej ręki, jeżeli tylko jesteś gotów na pracę 5 godzin dziennie.
Czy to nie cudowne? (zazwyczaj w takim momencie wymyślamy problemy z dupy, sprawdź czy też ich nie masz tutaj😉
W razie pytań, pisz w komentarzu- chętnie odpowiem.

work&travel Irlandia

Byliście kiedyś na projekcie work&travel? A może chcielibyście? Gdzie?

Trzymajcie się ciepło,
Irmina

PS: Podoba ci się wpis? Nie bądź małpa i daj łapkę w górę/udostępnij wpis, przecież wiem, że tam jesteś;) Polajkuj fanpejdża bloga i zaobserwuj mnie na Instagramie. Dla ciebie, to klik i już, a dla mnie sygnał, że wszystko jest ok i nie gadam do samej siebie:D

8 myśli na temat “WORK&TRAVEL W IRLANDII: BLASKI I CIENIE

  1. Work and Travel działa inaczej w USA, bo nie mieszkasz u kogoś w domu tylko normalnie w jakiejś firmie pracujesz i Ci normalnie płacą a mieszkanie osobno masz. Także zależy na jakich zasadach ktoś jedzie, ja bym na wsi nie wytrzymała 5 dni na roli, ale ktos co woli 😀 Mimo to miałaś świetną przygodę życia a podróże są super także warto było 😀

    1. Dokładnie, warto było:))
      Jeśli chodzi o USA, to też są takie oferty o którym wspominam. Pracujesz u prywatnych ludzi i się dogadujecie. Ogłoszenia są m.in. właśnie na workaway.info. Pewnie, nie są tak popularne jak właśnie propozycje o którym mówisz, ale są:) Co zresztą bardzo mnie cieszy, bo jednemu pasuje to, innemu to. Jak to określiłaś, co kto woli:)

  2. Fajnie, że piszesz również o cieniach:) Gdybym kiedyś zdecydowała się na taki wyjazd to wolałabym być dobrze przygotowana, dowiedzieć się, co się komuś przede mną nie podobało. Zawsze lepiej potem być pozytywnie zaskoczonym niż rozczarowanym. W ogóle podoba mi się idea work&travel. To kolejny sposób i dowód na to, że jak się chce podróżować, to można. I nie trzeba nie wiadomo jakich środków:)

    1. No właśnie… Osobiście zapala mi się czerwona lampka jak ktoś jest nieskazitelny:D
      Można i to jak. Nagle okazuje się, że gadanie “niskobudżetowy wyjazd” ma jakiś sens:)

Dodaj komentarz