Porozmawiajmy

JAK W BAJCE, CZYLI POZWOLIĆ SOBIE NA SMUTEK

Nie zawsze jest radośnie, ze szczerym uśmiechem i ciepłem w sercu. Czasami uśmiech znika z twarzy, do radości daleko, a w sercu zimno. I wtedy po prostu trzeba sobie pozwolić na smutek, choć zapewne nie raz i nie dwa usłyszysz, żeby się uśmiechnąć i nie przejmować, bo ludzie mają gorsze problemy…

Pamiętam jak w podsumowaniu roku zaklinałam się, że jeżeli przyjdzie mi do głowy rzucić to blogowanie w diabły, to przyzwalam na przysłowiowe rąbnięcie mnie patelką w czółko. Nie mijają dwa miesiące, a ja znikam.

Może ktoś się zorientował, może nie, w końcu nie minął nawet miesiąc, ale dla mnie, to była wieczność. Komputer się kurzył, o mediach społecznościowych nawet nie wspominając.

CZASAMI TRZEBA POZWOLIĆ SOBIE NA SMUTEK

Piszę “pozwolić”, bo smutek, to taki niechciany gość w blogosferze. Wszystko ma być radośnie, na bogato; każda wycieczka ma obfitować w moc atrakcji, a każde miejsce zachwycać i zapierać dech w piersiach. W końcu po to wchodzimy na Insta czy na czyjegoś bloga prawda? Chcemy inspiracji, pozytywnej energii i motywacyjnego kopa; pocieszenia, że da się, że jak się bardzo chce, to można spełnić swoje marzenia i żyć Życiem Bajkowym.

Ale w każdej bajce jest jakiś zgrzyt, konflikt interesów, który mimo szczęśliwego zakończenia, na początku wprowadza widza w stan niepokoju, uwiera jak zbyt obcisłe majty. 

I właśnie niedawno odkryłam takie uwierające niektórych mentalne obcisłe majty. I to takie poważnie wrzynające się wiadomo w co. Jasne, wiedziałam, że podejmowanie decyzji mających na celu głównie moje dobro zawsze u kogoś wywoła niezadowolenie, ale takiego bólu przyrodzenia, to się nie spodziewałam

Pozwalam więc sobie na smutek, taki po prostu; bez fałszywych uśmiechów czy szyderczego rechotu, albo, co lepsza, ulubionego tekstu osób, które tak bardzo nie przejmują się innymi, że wszystkim o tym trąbią, czyli “mam to w dupie”.

Nigdy nie będę mieć w dupie smutku innych, ukrywanego skrzętnie niespełnienia, rozczarowania życiem, które objawia się życzeniem innym jak najgorzej. I to nie dlatego, że moją misją jest zbawienie świata i uszczęśliwianie innych na siłę. Po prostu uważam, że nie należy na pewne sprawy przymykać oczu. Bo jeżeli zignorujemy coś jeden raz, a później drugi i trzeci, to może się okazać, że w sumie, to nie pamiętamy jak bardzo możemy kogoś zranić, gdy ktoś obdarza nas zaufaniem i nagle będziemy szczerze zdziwieni, że ktoś ma o coś do nas pretensje. Lepiej czuć ból, smutek i zapamiętać jak to jest, kiedy ktoś ma ból przyrodzenia i się na nas odgrywa, by samemu tak nie robić.

Dlatego pozwalam sobie na smutek i daję czas. Mam to szczęście, że nic nie muszę – nie muszę się fałszywie uśmiechać czy utrzymywać kontaktu z rozczarowanymi ludźmi. Podjęłam decyzję, jest dobra i choć to wiem, to żal mi rozmów prowadzonych w miłej atmosferze, jeszcze zanim zaczęły się zgrzyty. Ale cóż, jak topi się śnieg, tak i smutek się w końcu roztopi, a moja bajka znów nabierze kolorów tęczy.

Życzmy sobie i innym dobrze, bo… tak, po prostu.

Trzymajcie się ciepło,
Irmina

PS: W ramach “smutkowych” czynności, robię przegląd szafy. Polecicie mi jakąś dobrą stronę do sprzedaży ubrań? Chciałabym, aby fajne rzeczy poszły dalej w świat i szukam portalu skupiającego się głównie (najlepiej jedynie) na ciuchach.

Podoba ci się wpis? Nie bądź małpa i daj łapkę w górę/udostępnij wpis, przecież wiem, że tam jesteś;) Polajkuj fanpejdża bloga i zaobserwuj mnie na Instagramie. Dla ciebie, to klik i już, a dla mnie sygnał, że wszystko jest ok i nie gadam do samej siebie:D

BEZPŁATNY E-BOOK: 10 POMYSŁÓW NA WEEKENDOWE WYCIECZKI PO POLSCE. POZNAJ CIEKAWE MIEJSCA NA WYPAD

10 przemyśleń nt. „JAK W BAJCE, CZYLI POZWOLIĆ SOBIE NA SMUTEK”

  1. Ewa Maria mówi:

    Mądry tekst. Wiesz, kiedyś przeczytałam, (i zgadzam się z tym), że smutek jest często niewłaściwie postrzegany. W ogóle w życiu, nie tylko w sieci czy na blogach. Prawie zawsze traktowany jak nieproszony gość, którego trzeba jak najprędzej przegonić. Człowiekowi, który jest smutny, od razu mówi się, żeby przestał być, i uważa się, ze w ten sposób właśnie mu się najlepiej życzy. A tymczasem smutek trzeba czasem przeżyć. A czasem nawet on o czymś nam mówi. Skłania do przemyślenia czegoś. Mówi coś o nas – że warto coś naprawić czy zmienić. Że ,,tak” dłużej nie może być. Nie mówię, że to jest akurat Twój przypadek. Po prostu zgadzam się z Tobą w tym, że smutek czasem musi być.

    Fajnie, ze napisałaś tak szczerze, i że poruszyłaś taki temat w sieci.
    Czy powyższy post oznacza, ze opuszczasz na razie Internet? To będzie szkoda. Widzę, że masz wartościowy blog.
    Mam nadzieję, ze jednak wrócisz – kiedy wszystko w sobie ,,przerobisz”. I że nie będziesz smutna, dłużej niż trzeba 🙂 Życzę Ci tego.
    Trzymaj się, Irmina.

    1. Irmina mówi:

      Gdyby nie smutek, nie bylibyśmy w stanie docenić tych pięknych momentów i wspaniałych ludzi, którzy nas otaczają.

      A skąd! Zachowanie innych nie ma wpływu na moje hobby. Blogowanie, to coś, co sprawia, że czuję się lepiej, więc nie ma takiej opcji, żebym zniknęła:) To był tylko przejściowy etap – odcięcie się i wsłuchanie w siebie.

      Ale już jestem. Bardzo mi miło, że do mnie wpadłaś i dziękuję za tak wyczerpujący komentarz. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy…

      Wszystkiego najlepszego dla ciebie Ewa:)

      1. Ewa Maria mówi:

        To dobrze, ze jesteś z powrotem! Dzięki na miłą odpowiedź!
        Też Ci życzę wszystkiego najlepszego, Irminka!
        Bloguj i rozwijaj się! 🙂

    1. Irmina mówi:

      Dziękuję. Czuję, że może być już tylko lepiej:)

  2. Sylwia W. mówi:

    Warto pozwolić sobie na smutek. Każdy z nas jak najbardziej tego potrzebuje. A takie porządki to też dobry sposób na poradzenie sobie w tym gorszym okresie.

  3. Nie ma co się zawsze na siłę uśmiechać, czasem trzeba odwalić swoje smuty.

    Próbowałaś sprzedawać na vinted? Chociaż tam ostatnio ludzie narzekają… Może jakieś grupy na facebooku z Twojej okolicy?

    1. Irmina mówi:

      Dokładnie, lepiej to przeżyć i “mieć z głowy”, by później móc znów się szczerze uśmiechać.
      Coś słyszałam o vinted, ale jeszcze tam nie byłam. FB… w sumie, może coś by z tego wyszło… To mój “pierwszy raz” jeśli chodzi o sprzedaż ciuchów, więc mam uszy dookoła głowy i nasłuchuję w poszukiwaniu dobrych rad:D

      1. Dokładnie 🙂
        Też coś próbuję ze sprzedażą. Na olx jeszcze wystawiałam i parę dziewczyn się odezwało, ale wyszło, że wszystkie były wyższe i w większych rozmiarach i problem 😀

        1. Irmina mówi:

          No tak, wszystkim nie dogodzisz. Czyli mam już trzy “kandydatury”:D Dzięki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *