Porozmawiajmy

FILMY OSCAROWE: NIECH ŻYJE KŁAMSTWO!

 

Co by było, gdyby nagle przemysł filmowy upadł, a wszystkie nośniki z filmami znikły z powierzchni ziemi?
Z pewnością coś byśmy stracili. Oprócz oczywistych problemów, które by się z tym wiązały takich jak zwiększone bezrobocie (aktorzy etc.) czy bycie skazanym na krótkie filmiki na youtubie, zabrakłoby czegoś jeszcze. Filmowych kłamstw. Kłamstw inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami. Kłamstw, które kiełkują w głowach producentów widzących tylko jedno wyjście z sytuacji: tańczyć jak publiczność zagra i zebrać oklaski (i $$$). Nie czarujmy się, gdyby nie przeinaczenia zapewne nie jeden film okazałby się „katastrofą” nie wspominając o marnych wpływach ze sprzedanych biletów. Na szczęście (albo nie?) film, to twór „artystyczny”, gdzie granice nie grają roli, a nadrzędnym celem każdej produkcji jest wywołanie emocji=zarobienie dolarów. Nawet, uwielbiane przeze mnie, filmy dokumentalne są w pewnym stopniu „podrasowane” by lepiej się oglądało, a raczej lepiej utożsamiało z bohaterem. Na co dzień raczej nie ma co się rozwarstwiać nad tym czy to, co widzimy na ekranie, to prawda i tylko prawda, czy może fałsz. Wszakże oglądamy filmy dla rozrywki, cele edukacyjne pozostawmy National Geographic , Animal Planet etc.
Jednak ostatnio tak się złożyło, że musiałam (z racji pewnych obowiązków, ale nie ukrywam, że nie płakałam na myśl o tym) przedrzeć się przez tę czarującą fasadę magicznego ekranu i spojrzeć głębiej, poszperać, niemalże odrzeć z pozorów kilka produkcji. I muszę przyznać, że było to bardzo, ale to bardzo interesujące przeżycie. Zaczęłam od obejrzenia wszystkich filmów, co by nie być podczas seansów zbyt krytyczną. I cóż, byłam oczarowana. Filmy są świetne, wszystkie z nich dostały Oscary i nie dziwie się – jest moc, jest siła, jest płacz i serce dudniące z przejęcia w piersi.
Następnym krokiem było znalezienie w sieci artykułów, które omawiają filmy pod względem wiarygodności. Wszystkie produkcje zostały oparte na wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce. Nie raz podnosiłam brwi ze zdziwienia. Czego to producenci nie wymyślą (i co zatuszują;), by klient wyszedł z sali z uśmiechem na ustach…
Koniec gadania, zapewne wiercicie się już ze zniecierpliwienia, więc let’s go! Oto filmy, które obejrzałam i co ciekawego o nich wyczytałam (JEŚLI JESZCZE NIE WIDZIELIŚCIE TYCH FILMÓW, TO MARSZ OGLĄDAĆ I WTEDY MOŻEMY POGADAĆ;):
1. The King’s Speech (2010)- w 2011 roku ten film zdobył Oscara w kategorii najlepszy film. „The King’s Speech „ wyreżyserował Tom Hooper, a w rolę głównego bohatera, czyli króla Jerzego VI wcielił się Colin Firth. O co chodzi? Zanim książę Albert został przez swoich rodaków zaakceptowany, przeszedł nie la da drogę. Mianowicie, był jąkałą. Wyobrażacie sobie króla, który nie może wykrztusić ani jednego pełnego słowa do mikrofonu podczas wielkiej gali? No właśnie… a jednak tak właśnie to wyglądało. Nasz bohater trafił na zły moment w historii ludzkości, czyli początek rewolucji w środkach masowej komunikacji. Moi drodzy POCZĄTEK, czyli wszystkie przemówienia były transmitowane na żywo (bez możliwości wcześniejszego nagrania). I stało się. W 1925 podczas przemówienia na Wembley nasz książę poniósł sromotną klęskę – nie wygłosił nawet jednego zdania. Niedługo potem na jego drodze pojawił się  (a raczej znalazła go żona księcia) lekarz Lionel Logue, który zobowiązał się pomóc, używając dość niekonwencjonalnych metod. W międzyczasie okazuje się, że ojciec księcia nie był zbyt miły (lekko mówiąc) i nasz bohater miał ciężkie dzieciństwo. Co więcej, to starszy brat Alberta Dawid (Edward VIII) miał zostać królem, ale abdykował by poślubić rozwódkę (i tak było w istocie).
KŁAMSTWA: I przechodzimy do najciekawszej części, czyli kłamstw. Po pierwsze, wspomniany wcześniej brat był zagorzałym „fanem”… Hitlera i faszyzmu (co oczywiście w filmie pominięto). Nawet kiedy na nasze tereny weszli Niemcy, Edward VIII wciąż popierał Hitlera. Kolejne „niedopowiedzenie”, to stosunek Winstona Churchilla do powyższego dżentelmena. W filmie surowo potępia postępowanie Edwarda, a w rzeczywistości gorąco go popierał (co było szokiem nawet dla jego sprzymierzeńców). I chyba „najcięższe” kłamstwo w całym filmie – nasz Bertie („ksywka” głównego bohatera dla najbliższych) wcale nie był taki antyfaszystowski od samego początku. Jak wielu innych ludzi, również i on nie od razu zdał sobie sprawę z zagrożenia, które niesie ze sobą Hitler i dopiero po pewnym czasie poszedł po rozum do głowy (w filmie od początku przewiduje kłopoty z Niemcami).
2. Argo (2012) – film został uhonorowany statuetką w 2013 roku. To produkcja wyreżyserowana przez Bena Afflecka, gdzie główną rolę gra… Ben Affleck (surprise, surprise!) (gra agenta, który ma za zadanie wyprowadzić z Iranu grupę Amerykanów). Film ukazuje wydarzenia, które miały miejsce w listopadzie 1979 roku, kiedy to Irańczycy włamali się do ambasady USA w Teheranie. Dlaczego? Główną przyczyną zamieszek była zgoda Ameryki na przyjęcie do siebie byłego przywódcę Iranu, który miał na sumieniu mnóstwo, ale to mnóstwo ofiar. W czasie „włamania”, około 50 Amerykanów zostało wziętych do niewoli, a uwolniono ich dopiero w styczniu 1981. Jednak film skupia się na innej grupie Amerykanów. W pobliżu znajdował się również drugi budynek USA i to z niego udało się uciec sześciu Amerykanom, przed przybyciem  Irańczyków. W 1980 CIA postanowiło zorganizować akcję mającą na celu przemycenie „szczęśliwej szóstki” do Ameryki.
KŁAMSTWA: Co pewnie was zdziwi, historyjka z kanadyjską grupą filmową naprawdę istniała z tym, że w filmie wciela się ją w życie, podczas gdy tak naprawdę władze zrezygnowały z tego pomysłu. W filmie jest pokazane również, że nasi  bohaterzy schronili się u kanadyjskiego ambasadora. W rzeczywistości po kilku nocach, grupa została rozdzielona i niektórzy przenieśli się do domu innego Kanadyjczyka. Scena ze sprawdzaniem miejsca na kręcenie filmu, to również totalna bujda. Byłoby to zbyt niebezpieczne. I ostatnie przekłamanie, które mnie osobiście najbardziej zaskoczyło – tak naprawdę irańscy pracownicy lotniska wcale nie sprawdzali czy dokumenty naszych bohaterów są prawdziwe, nie było żadnego pościgu i strzelaniny, a „szóstka” spokojnie opuściła wrogie ziemie.
3. 12 Years a Slave (2013) – film dostał Oscara w 2013 roku, a reżyserii podjął się Steve McQueen. Rolę głównego bohatera, czyli Solomona Northupa, gra Chiwetel Ejiofor. Produkcja jest oparta na autobiografii Solomona napisanej przez Davida Wilsona, która ukazała się w 1853 roku. Solomon był Afroamerykaninem, a przede wszystkim człowiekiem wolnym. Miał żonę i dzieci. Pewnego dnia na swojej drodze spotkał dwóch panów, którzy zaoferowali mu pracę i dużą kasę. Nasz bohater zgodził się na współpracę. Niestety, to nie był dobry pomysł. Któregoś dnia, po suto zakrapianej kolacji, Solomon obudził się skuty w kajdany. Został sprzedany na niewolnika. W krótkim czasie zostaje przeniesiony na statek płynący na południe i Solomon tuła się od jednej plantacji do drugiej, tęskniąc za rodziną i harując jak wół. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, spotyka właściwego człowieka, i po dwunastu latach rozłąki, wraca do rodziny.
KŁAMSTWA: Na początku filmu jest pokazana scena w której Solomon zostaje wykorzystany przez czarną niewolnicę. W rzeczywistości, autobiografia nie mówi o niczym takim (niektórzy twierdzą, że w sumie, to nie wiadomo, czy autobiografia  jest w pełni wiarygodna, w końcu została napisana przez Davida, czyli możliwe, że poznajemy historię z jego perspektywy, nie Salomona). Scena jest naprawdę mocna, krytycy nawet sugerowali, że to właśnie ona uwiarygodniła postać bohatera… Kolejna sprawa, to rzekoma prośba Patsey by Salomon ją zabił. Owszem, była wielokrotnie gwałcona przez Eppsa (właściciela plantacji na której pracowali) i zapewne pragnęła śmierci, ale w rzeczywistości, to żona Eppsa namawiała Solomona, by zabił niewolnicę, a nie sama niewolnica…
Jak widać, filmy są pełne kłamstw, ale czy to znaczy, że mamy je odrzucić ze wstrętem jak brudną parę śmierdzących skarpet? Nie! W końcu wiadomo, że film, to film, czyli fikcja (przynajmniej mam nadzieję, że wszyscy zdają sobie z tego sprawę…). Oczywiście, nie jestem fanką filmów, które totalnie przeinaczają historię i są krzywdzące dla osób, które uczestniczyły w pewnych wydarzeniach, ale te tutaj takie nie są. Jasne, można się kłócić, że skoro książę Wielkiej Brytanii popierał Hitlera, to nie należy tego ukrywać, ale moi drodzy, nikt tu niczego nie ukrywa. Skoro dotarłam do takich informacji, to znaczy, że ten film nie zdał egzaminu, jeśli chodzi o zmianę historii (zresztą nie taki był jego cel). Zmiana historii, to poważna sprawa, ale na szczęście nikt tu się niczego nie wypiera. No, zapewne pan Solomon przewraca się w grobie myśląc o scenie z niewolnicą… Ale celem filmu nie było ośmieszenie bohatera, a pokazanie jego drogi, zmuszenie nas do refleksji i do… płaczu.
Myślę, że filmy, które wzbudzają w nas emocje, te dobre, i skłaniają do pochylenia się nad sprawami nad którymi normalnie byśmy się nie zastanawiali, są dobre. I nie dziwię się, że powyższe trzy filmy zostały nagrodzone. Co jest piękne, to fakt, że w XXI wieku jesteśmy w stanie w szybki sposób dowiedzieć się, jak było naprawdę. Wszystko trzeba skrupulatnie przesiewać, o ile bierzemy filmy na poważnie. Jeżeli nie, po prostu cieszmy się seansem, a odkrywanie „brudnych” smaczków traktujmy jako ciekawostkę.
Trzymajcie się ciepło,
Irmina
PS: Co was najbardziej zaskoczyło?:) Może macie swoich własnych „kłamliwych” faworytów?
Źródła:
BEZPŁATNY E-BOOK: 10 POMYSŁÓW NA WEEKENDOWE WYCIECZKI PO POLSCE. POZNAJ CIEKAWE MIEJSCA NA WYPAD

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.