KOREA POŁUDNIOWA: JEMY NA MIEŚCIE

Jedzenie na mieście w Korei Południowej, to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy do robienia (oprócz oczywiście zwiedzania). Do prawie każdego dania otrzymujemy wiele smacznych przystawek – w razie konieczności prosimy o dokładkę, która jest za darmo. Nic tylko próbować nowych smaków i delektować się koreańskimi potrawami. Co więcej, wiele pozycji z menu starczy spokojnie dla dwóch lub więcej osób, więc jedzenie na mieście z przyjaciółmi okazuje się nie takie drogie.

Wysiadając z metra często możemy spotkać się z podziemnymi “ryneczkami”, czyli zbiorowiskiem sklepów, które zazwyczaj mają znacznie niższe ceny niż w nie jednej galerii handlowej.

A kiedy zgłodniejemy, warto spróbować przysmaków z tutejszych restauracyjek. Jest to zdecydowanie lepsza opcja dla osób, które nie są przekonane do street food przyrządzanych w wątpliwych warunkach (ulica, kurz, smog). W podziemiach możemy liczyć na wyższy poziom higieny. Oto przysmaki, które mieliśmy okazję skosztować:

Cold noodles – potrawa szczególnie popularna podczas upałów, kiedy ochota na gorący lunch gdzieś znika. Próbowałam (danie zamówiła przyjaciółka) i niestety, muszę przyznać, że smakuje tak, jak wygląda… Zimne kluseczki do mnie nie przemawiają, ale mimo wszystko warto spróbować – a nóż widelec Wam zasmakuje.

Ramen – uwielbiam! Gdyby nie fakt, że zawiera ogromną ilość soli przez co zaleca się jedzenie ramenu jedynie cztery raz w miesiącu, to jadłabym go cały czas! Są różne rodzaje ramenu, na początku najlepiej zdecydować się na tradycyjny. Ostrzegam, że jest ostry, więc przygotujcie sobie chusteczki do nosa (o picie się nie martwcie, zawsze dostaniecie schłodzoną wodę za darmo – pozdrawiam polskie restauracje haha:)).

Chicken with rice cake – Korea Południowa, to raj dla wielbicieli kurczaka. Możemy nawet zamówić danie do domu. Oczywiście na mieście znajdziemy mnóstwo knajp oferujących różne rodzaje kurczaka. My zdecydowaliśmy się na wersję ostro-słodką z “kluskami” ryżowymi. Serdecznie polecam – Koreańczycy wiedzą jak przyrządzać kurczaka. Porcja spokojnie starczy na trzy osoby.

Precle z serem – przekąska, która podbiła nasze serca od pierwszego kęsa. Coś cudownego! Precle tutaj nie są tak słone, więc idealnie komponują się z serem w środku. Jeśli macie ochotę na coś ciepłego, ale nie jesteście bardzo głodni, to jest idealny wybór.

Wróćmy do kurczaka. Tak jak wspominałam, możemy zamówić go do domu, co jest idealną opcją, kiedy nie mamy ochoty fatygować się do restauracji. Porcja spokojnie starczy na dwie osoby (my jedliśmy we trójkę i było akurat). Najlepszego kurczaka jedliśmy z sieci BHC  – wybraliśmy zestaw z sałatką z sosem jabłkowym (cudo!) i frytkami (o wiele lepszymi niż w lokalach typu fastfood). Przestrzegam jedynie przed próbowaniem kurczaka z serem – prawdopodobnie będzie to jedynie posypka serowa, a nie prawdziwy ser, więc lepiej wybrać coś innego. Oczywiście prawie wszystkie kurczaki są ostre albo bardzo ostre…

Ostatnie zdjęcie jest z jednej z pobliskich knajpek.

Spaghetti – może być z szynką lub oczywiście z kurczaczkiem i, cóż za zaskoczenie, spaghetti również jest ostre, ale jednocześnie tak dobre, że aż szkoda rezygnować tylko dlatego, że trochę nas pali (no, może bardziej niż trochę). Jedne z lepszych obiadów, które jadłam w Korei Południowej. Co ciekawe, ta druga opcja (z kurczakiem) była dla nas za duża (jedliśmy we dwójkę), więc proponuję wybrać się na obiad we trzy, a nawet cztery osoby i zapytać kelnera na ile osób wystarczy danie.

Będąc w Pusan, skusiliśmy się na przekąski z piekarni. Niektóre były pyszne, inne już mniej (głównie te bazujące na rybie), ale nie żałujemy – tym bardziej, że ceny były śmiesznie niskie.

Zupa z owoców morza – to było bardzo ciekawe doświadczenie, choć przyznam szczerze, że małży nie otwierałam, pozostawiłam te przysmaczki lubemu. Obie zupy oceniam jako dobre i warte spróbowania jako coś nowego dla nas, Polaków, a normalnego w Korei Południowej.

Mięsko, mięsko, mięsko – w Korei Południowej czuję się trochę jak w domu, bo tutaj również w większości potraw znajdziemy mięso. Różnica jest taka, że w Korei wraz z mięsem zawsze dostajemy warzywa/sałatkę/cokolwiek zdrowego (czyt. na pewno będzie to kimchi lub coś innego kiszonego). Mnie kotlety smakowały i muszę przyznać, że połączenie ich z koreańskimi przystawkami, to świetny i smaczny pomysł.

Beef Bulgogi Pot – smacznie, ale szału nie było. Na pewno atrakcją był sam sposób podania potrawy – na środku stołu znajdował się mały palnik i mogliśmy obserwować jak mięso nabiera koloru.

Japonia w Korei – w Pusan trafiliśmy do restauracji Saboten (jak później się okazało, japońskiej), gdzie zjedliśmy słuszny obiad (oczywiście z mięsem). Było dobre, a ta biała surówka! Nadal do niej wzdycham.

Pizza z brzegami wypełnionymi serem znacie już moje zdanie na temat smaku tej pizzy. Koniecznie musicie jej spróbować! Oby brzegi wypełnione serem stały się popularne również w polskich pizzeriach… Jak widzicie, nawet do pizzy otrzymaliśmy przystawki:)

Powiało Europą, czyli koreański bufet szwedzki – udało nam się znaleźć (co prawda w innym mieście) lokal, gdzie można było zjeść po prostu sałatkę i poczuć się jak w domu. Nie ukrywam, że cieszyłam się jak dziecko (sałatki nie były ostre!!!).

Bulgogi – wołowina z warzywami i mnóstwem przystawek (akurat trafiliśmy na dzień rybny). Ponownie jedna porcja spokojnie starczyłaby na trzy osoby, więc jedząc we dwójkę z jednego “talerza” najedliśmy się, że hej. Jak już zapewne zauważyliście, wolę jeść potrawy niż robić im zdjęcia (tym bardziej w miejscu publicznym), ale przy tym posiłku zaszalałam i pokusiłam się o bardziej szczegółowe fotki.

I na koniec bonus, czyli próbuję jeść pałeczkami. Podobno radzę sobie jak dziecko uczące się trzymać widelec… Na szczęście w Korei Południowej, możecie poprosić o widelec (“poku”) prawie w każdej restauracji. I wiecie co? Nie ma czego się wstydzić – jeśli nam nie idzie jedzenie pałeczkami (tak jak mnie;) lepiej zapytać o widelec niż się męczyć. Jest wiele innych sposobów na okazanie szacunku (chociażby mówienie “dzień dobry” i “dziękuję” po koreańsku). I wierzcie mi, spotkacie się ze zrozumieniem i ciepłym uśmiechem, bo Koreańczycy są zachwyceni samym faktem, że z entuzjazmem próbujecie dań kuchni koreańskiej i Wam smakuje. Zresztą jak się czujecie, kiedy ktoś z innego kraju koniecznie chce spróbować naszych pierogów?:)

 

 Próbowaliście kiedyś dań kuchni azjatyckiej?

Trzymajcie się ciepło,
Irmina

Podoba ci się wpis? Nie bądź małpa i daj łapkę w górę/udostępnij wpis, przecież wiem, że tam jesteś;) Polajkuj fanpejdża bloga i zaobserwuj mnie na Instagramie. Dla ciebie, to klik i już, a dla mnie sygnał, że wszystko jest ok i nie gadam do samej siebie:D

2 myśli na temat “KOREA POŁUDNIOWA: JEMY NA MIEŚCIE

Dodaj komentarz