WRÓCIŁAM DO POLSKI I CO DALEJ? DZIEŃ DOBRY ŁÓDŹ!

 

Wróciłam z Korei Południowej i zostawiłam za sobą dwa miesiące magicznych spotkań z fascynującą koreańską kulturą i ciepłymi ludźmi z całego świata. Po takiej podróży ciężko wrócić do “starych” kątów z myślą, że czas na dorosłe życie w postaci ośmiogodzinnego dnia pracy i stałej pensji (daj losie!). Co dalej? Co zrobić by szalona podróżnicza przygoda trwała dalej?
Zanim opowiem Wam o planach na przyszłość (również tych związanych z blogiem), najpierw opowiem Wam o samym powrocie do Polski, bo oczywiście, nie obyło się bez niespodzianek (na szczęście, raczej zabawnych niż przykrych).

 

Mieliśmy wracać przez Rosję (przesiadka w Moskwie), ale pierwszy samolot spóźnił się o godzinę, co oznaczało… konieczność zmiany całego planu podróży. Na szczęście pracownicy lotniska Incheon mieli wszystko pod kontrolą i wymienili nasze bilety bez żadnych opłat. Koniec końców wylądowaliśmy (w przenośni i dosłownie) w samolocie linii Lufthansa. Mieliśmy obawy, co do posiłków – na bilecie nie było mowy o jedzeniu, ale na szczęście, było tak jak w drodze do Korei – pełne posiłki i picia w bród (również tego z procentami, co było dość kłopotliwe, bo ludzie rzadko myją zęby po wypiciu piwa… ale dało się przeżyć).
Przed odlotem, wybraliśmy się jeszcze do restauracji, gdzie w pośpiechu zjedliśmy smaczny obiad. Trafiło na lokat Omuto Tomato dining. Obsługa znała język angielski, więc nie było problemu z zamówieniem czegoś nie ostrego.

Widok z okna restauracji:

Podczas lotu z Incheon do Frankfurtu, otrzymałam koc, poduszkę i słuchawki. Nie byłam śpiąca, więc zabrałam się za oglądanie filmów. Wszystkie mogę z czystym sercem polecić – opisy znajdziecie na zdjęciu (kliknij na zdjęcie by je powiększyć).
Wylądowaliśmy we Frankfurcie i się zaczęło. Wiadomo, że sporo Polaków lata z Frankfurtu do Warszawy i z powrotem, co oznaczało, że nagle zamiast angielskiego/koreańskiego słyszeliśmy język polski. W pierwszym momencie moje uszy wyraziły zdecydowany protest – dźwięki były zniekształcone, tak jakbym nie do końca nie rozumiała, co ludzie wokół mówią. Bardzo dziwne uczucie… Pytanie do osób na stałe mieszkających za granicą – doświadczacie czegoś takiego, gdy lecicie do Polski?
W końcu, po kilkugodzinnej podróży, zasnęłam we własnym łóżku jak suseł. Nie dość, że łóżko, to jeszcze temperatura w pokoju… pokojowa, więc spało się cudownie.
Nie minęło kilka dni i… zachorowałam. Będąc w Korei czułam, że coś mnie bierze, ale wysoka temperatura skutecznie przechylała szalę na korzyść zdrowia. Ale skończyło się szalone gorąco, więc wiele nie było mi potrzeba. Luby poszedł za moim przykładem i tak tydzień mieliśmy z głowy.
Na szczęście jest już wszystko w porządku.
Z przyjemnością więc wybraliśmy się wczoraj na pierwszy spacer po powrocie.
Najpierw zawitaliśmy do naleśnikarni Manekin, gdzie byliśmy już nie raz. Na wszystkie nasze wizyty w tym miejscu, 90% było udanych, więc jest to łatwy przepis na dobry obiad.
Ja wybrałam krokiety ze szpinakiem i suszonymi pomidorami w zestawie z czerwonym barszczem i sosem czosnkowym. Luby postawił na naleśnika z kurczakiem, mango i chilli. Obie potrawy nas nie zawiodły – było pysznie!
Adres: ul. 6 Sierpnia 1, Łódź

 

 

Po takim obiedzie, nie pozostaje nic innego jak iść na spacer. Za cel naszej wędrówki obraliśmy park im. Józefa Poniatowskiego i był to strzał w dziesiątkę – słoneczko pięknie świeciło, a drzewa wciąż zachwycały zielenią, nie wspominając o kwitnących kwiatach.
Adres: położony między ulicami Żeromskiego, Mickiewicza, Jana Pawła II i Parkową.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zahaczyliśmy też o park im. Władysława Reymonta. Tytułowe zdjęcie, to jeden z budynków Białej Fabryki.
 
Adres: w obrębie ulic Piotrkowskiej, Przybyszewskiego, Stockiej i Milionowej.

 

Dalej skierowaliśmy się na reprezentacyjną ulicę miasta Łodzi, czyli ul. Piotrkowską przyglądając się uroczym kamieniczkom, które zachwycają drobnymi szczegółami. Trafiliśmy też na dumne kościoły i jeden pałacyk.

 

 

 

Przechadzkę zakończyliśmy krótką wizytą na ul. Sienkiewicza i ul. Tuwima.

 

Podczas spaceru snuliśmy plany, co dalej i powiem Wam, że to jeszcze nie koniec podróży. Zakończymy sezon wakacyjny krótkim wyjazdem w jakieś równie mało oczywiste miejsce jak Korea Południowa (chociaż ciężko będzie to przebić przy niskich nakładach finansowych… EDIT: padło na Serbię🙂 i oczywiście zabierzemy Was ze sobą:)
A później, wrócimy do korzeni – nie wiem, jak Wy uważacie, ale dla mnie nasz kraj również ma wiele do zaoferowania, więc będziemy odkrywać tajemnice Polski razem.
W międzyczasie powspominamy jeszcze Koreę z łezką w oku (materiałów na posty zostało jeszcze mnóstwo) i wybierzemy się na weekend gdzieś w Europie.
Krótko mówiąc, zapowiada się ciekawie. Nie dajmy sobie wmówić, że jak już wkroczymy w świat ośmiogodzinnego dnia pracy, to życie się kończy, bo, wręcz przeciwnie, może to być początek nowej przygody. Ja nie zamierzam pogrążyć się w “bezdni rozpaczy” (fani Ani z Zielonego Wzgórza, jak to było dokładnie?:), a cieszyć się nowym możliwościami. Wierzę, że fajna praca gdzieś tu w Polsce na mnie czeka i na pewno ją znajdę. Na razie czekam na nasz ostatni zagraniczny wyjazd w tym roku i… staram się nie oszaleć, bo czeka mnie ekspresowa przeprowadzka. Trzymajcie kciuki!
Poza tym czekam na piękną polską jesień. Wy też?
 
Trzymajcie się ciepło,
Irmina