Podróże

JAK UCIEKŁ NAM SAMOLOT DO BELGRADU I WYLĄDOWALIŚMY W BUDAPESZCIE

Czasami tak bywa, że dosłownie kilka minut potrafi zmienić dotychczasowe plany o 180 stopni. I tak też było w naszym przypadku. Dziesięciominutowe spóźnienie pociągu, gnanie na złamanie karku na lotnisko i zamknięta bramka. Telefon na pokład – nie, bo dokumenty poszły do kapitana… Co robić? Błahe spóźnienie, brak dobrej woli i cóż… jedziemy do Budapesztu!